Syn Szatana, znany jest także jako Hellstorm lub Daimon Hellstorm. Zadebiutował w październiku 1973 roku w komiksie Ghost Rider #1, po czym pojawił się w serii Marvel Spotlight #12-24 od 1973 do 1975 roku. Następnie jeszcze otrzymał dwie krótkie serie: Son of Satan oraz Hellstrom: Prince of Lies, pierwsza była autorstwa Johna Warnera, a druga, częściowo, Warrena Ellisa. Pomimo swojej szatańskiej natury stał się obrońcą ludzkości i częścią takich drużyn jak Defenders. Więcej na jego temat i na temat jego kariery w Ziemi-616 pojawi się w miarę upływu czasu, natomiast teraz nastąpi wyjaśnienie czym jest imprint Marvela MAX.
MAX jest uniwersum Marvela dla dorosłych, które wystartowało w 2001 roku, w tym imprincie można używać przemocy i scen, które są niedopuszczalne w normalnym uniwersum. Nic więc dziwnego, że tutaj długo żyje choćby seria o Punisherze, który z krwawymi scenami jest za pan brat. Wcześniej Marvel posiadał imprint Epic Comics (lata ’80), który działał na podobnej zasadzie co MAX, oprócz tego wczesne lata 90. zawierały sporo tematów dla dorosłych (o czym wspomniałem przy okazji pierwszych nrów Spawna) w normalnym uniwersum.
A teraz coś z zupełnie tej samej beczki.
Hellstrom: Son of Satan #1 – grudzień 2006
Równonoc cz. 1
Scenariusz: Alexander Irvine
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania: Javier Saltares
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania: Javier Saltares
Oto sam Syn Szatana pojawia się przed czytelnikiem komiksów. Co prawda wyglada raczej jak nieco zmęczony życiem człowiek, lecz pod tym pozorem skrywa potężną moc. Przedstawi ją Alexander Irvine, który przyznaje, że historia ta kołatała się w jego głowie od długiego już czasu. Postanowił on przedstawić nie jeden, a kilka wątków na przestrzeni tej miniserii, co jest krokiem ze wszech miar chwalebnym. Pierwszym z nich jest wątek samego Daimona Hellstorma, a dokładniej jego relacje z ojcem. Każdy syn nie chce zawieść nadziei ojca, każdy syn chce stać się lepszy niż ojciec. Czego jednak chce ojciec Syna Szatana? Jak w ogóle można przebić jego dokonania? Czy w ogóle warto? Daimon obierać ma więc tutaj inną drogę, drogę, którą posiada przed sobą dzięki temu, że w jego żyłach płynie także ludzka krew. Próbuje on utrzymać przy tym resztki normalności w całkiem demonicznym świecie bólu i cierpienia. Bólu do którego dąży część jego samego jestestwa.
Niestety nie wszystko co tak ładnie brzmi w teorii wychodzi w praktyce. W pierwszej części mało widać jakichkolwiek relacji między Daimonem a jego ojcem, z drugiej strony, jest to dopiero początek a ojciec pojawi się w pełnej krasie później. Jego wewnętrzny konflikt pojawia się, jednak póki co nie jest niczym nadzwyczajnym. Ani oryginalnym. Hellstrom na razie głównie zastanawia się czy i jaki związek z ostatnimi wydarzeniami ma Szatan.
A dzieje się całkiem sporo. Kolejnym wątkiem, jaki chciał zawrzeć Irvine w komiksie jest przedstawienie i przerobienie klasycznej historii miłości Izys do Ozyrysa. Tak więc dawno temu Izys i Ozyrys się kochali, potem kochankowie zniknęli z powierzchni Ziemi, ich miłość jednak przetrwała. Izys wróciła jednak do świata, a wraz z nią ma pojawić się niedługo Ozyrys. Zbliża się bowiem równonoc. Co to oznacza dla wszystkich? Jeszcze nie wiadomo.
Historia zastaje nas w Nowym Orleanie zaraz po wielkim sztormie, który nieźle przetrzebił miasto. Ciemne kolory, stalowoszare niebo, pałętające się wokół demony-kanibale, piękna kobieta, z błyskawicznie rosnącym synem, który zmienia się w sokoła. Miejsce bez wątpienia nastrojowe i za jego nakreślenie należą się pochwały autorom komiksu. Tutaj właśnie senne wizje Daimona mają swoje źródło. Spotyka on już na początku podróży lekarza, który był światkiem narodzin dziecka Izys.
Komiks buduje mroczny, horrorowy nastrój, któremu sprzyjają sceny zjadania ludzi przez demony czy brutalne metody pozyskiwania informacji przez Daimona. Choć jego brutalność jest skierowana do demonów, więc nie ma wielkiej mocy wstrząsającej. Do tego dochodzi nieco kryminalny motyw szukania tajemniczej kobiety przez lekarza, którego napotkał Hellstorm. Jak scenarzysta przyznaje starał się umieścić tu elementy nawiązujące do gatunku noir. Niestety zbyt szybko zostają nam odkryte karty, wątek kryminalno-podobny staje się wyjaśniony niemal po chwili. Daimon szybko dowiaduje się kim jest tajemnicza kobieta, potem już tylko zostaje nam flashback opowiadający o Izys, a którego narratorem jest Syn Szatana. Sam bym preferował gdyby cały pierwszy numer, może nawet dwa przedstawiały demoniczny kryminał, tym bardziej, że demony udające policjantów i zwykłych ludzi oraz atmosfera zniszczonego Nowego Orleanu sprzyjają takiej fabule.
Jednak pierwszy nr w okolicach połowy staje się beznamiętnym streszczeniem historii Izys i Ozyrysa. Zamykające go sceny dają jednak nadzieję na ciekawy zwrot akcji. Jest tu bowiem sporo potencjału, mamy też dwie strony konfliktu i stojącego między nimi bohatera, który zapewne niedługo będzie musiał opowiedzieć się po jednej ze stron. Mimo to komiks jest za mało intensywny, nie trzymający w napięciu tak, jakby mógł i jak powinien.
Nie do końca pasują mi tutaj również rysunki. Nie żeby były złe, postaci, miejsca, wszystko jest przedstawione ładnie i realistycznie, jednak do tego typu historii za stosowniejszą uznałbym grafikę bardziej surrealistyczną lub przynajmniej zerwałbym z tak typowym i niezbyt przemyślanym wizerunkiem demonów.
Nie chcę przy tym całym narzekaniu stwierdzić, iż komiks jest bardzo zły, gdyż nie jest. Zaczyna całkiem interesujący wątek, być może po tym, odrobinę wypranym z emocji wstępie, miniseria potoczy się pełnym napięcia tokiem akcji, który skutecznie połączy noir, horror i egipską mitologię w zapadającą w pamięć całość.
Hellstorm: Son of Satan #2 – styczeń 2007
Równonoc cz. 2
Scenariusz: Alexander Irvine
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania: Javier Saltares
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania: Javier Saltares
Odliczanie do równonocy trwa dalej. Izys i jej syn Horus szykują się do zmartwychwstania Ozyrysa. Daimon Hellstorm wciąż nie wie, po której stronie się opowiedzieć, jeśli w ogóle po jakiejś. Uaktywnia się również sam Szatan, bezpośrednio kontaktując się ze swym synem. Pionki zostały ustawione, czas na akcję.
Tym razem wątek kryminalny przenosi się na wyższe poziomy, wiemy już kto ma zmartwychwstać, wiemy, że roi się tu od demonów, więc teraz musimy dowiedzieć się właściwie jednego, czego chce Szatan? Prowadzi on tajemniczą grę ze swym synem i Izys. Nikt nie wie czy naprawdę chce on powrotu Ozyrysa do życia czy też śmierci tych, którzy tego pragną. Władca Piekieł skutecznie wzbudza we wszystkich wątpliwości. Pod koniec komiksu Daimon wysnuje własną hipotezę co, do zachowania ojca, jednak większość wątków pozostanie nadal nierozwikłana.
Syn Szatana spotka się też z Izys i Horusem, spotkanie przebiegnie w atmosferze pełnej wzajemnych podejrzeń. Każdy ma swoje sekrety, każdy chce aby jego strona miała przewagę, każdy ma jakieś asy w rękawie. Czyli jest tajemniczo, tak jak być powinno. Wydaje się, że Daimon całkiem nieźle wszystko rozgrywa, lecz jego tatuś sprawuje nad wszystkim pieczę. Wynik starcia więc jest wciąż niepewny. Tym bardziej, że nie wiadomo do końca, o co właściwie walka się toczy.
Ogólnie więc, komiks jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego nru. Trzyma w napięciu, ma kilka dobrych scen. Nie jest to nic oszałamiającego i poruszającego, lecz intryga jest sprawnie skonstruowana, przez co całość czyta się z niekłamanym zaciekawieniem. Jest też kilka niezłych pomysłów, zawsze jak na komórkę Daimona dzwoni jego tatuś, rozbrzmiewa inny dzwonek, z jakiejś klasycznego utworu, jak na przykład słynnego „Sympathy for the Devil” Rolling Stones, bodaj chyba najsłynniejszego ich utworu. Utwory spełniają również rolę ironicznego komentarza relacji Szatan-Daimon. Sam Szatan natomiast, mimo że jeszcze nie pokazany w pełni kojarzył mi się z filmem Harry Angel i obecną w nim kreacją Roberta De Niro. Ciekawym pomysłem jest również zrównanie religii, tzn. Ozyrys, Adonis, Chrystus, Tammuz – wszyscy są potraktowani na równych prawach, jako równorzędni bogowie. Na koniec jeszcze trzeba dodać, iż pozbawiono Hellstorma jego znaku rozpoznawczego, czyli pentagramu na piersi. Zamiast tego posiada tatuaż na plecach, kojarzący się bardziej z yakuzą niż piekłem, który błyszczy w momencie używania mocy przez Daimona. Pozbawienie go znamienia pentagramu z jednej strony trochę urealnia tę postać, z drugiej co złego jest w pentagramie, a co jest lepsze w tatuażu na plecach? Chyba tylko to, że tatuaż może przedstawiać konkretną scenę, łączącą się z postacią Daimona, na moje oko to przyozdobiony jest on sceną wygnania z raju.
Konkludując powtórzę, iż jest to dobry, trzymający w napięciu komiks, który nie razi większymi wadami. Atmosfera i intryga stoją na przyzwoitym poziomie, prezentując pozycję, którą miłośnicy szatańsko-mitologicznych fabuł powinni polubić.
Hellstorm: Son of Satan #3 – luty 2007
Równonoc cz. 3
Scenariusz: Alexander Irvine
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania dla: Javiera Saltaresa
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania dla: Javiera Saltaresa
Trzecią część mitologiczno-satanistycznej przygody rozpoczynamy dokładnie w tym samym miejscu, w którym rozstaliśmy się z Daimonem poprzednio. Zmierza on do domu na odludziu po penisa Ozyrysa. Szybko się jednak okazuje, że dom może stoi i na odludziu, ale demonów w okolicy nie brak. Początkowo trochę ten zwrot akcji wygląda na sztuczne przedłużanie całej serii, że zamiast dojść do szukanego narządu i wkroczyć w następną część intryg, twórcy szykują nam kolejne starcie z demonami i dodatkowe rozwleczenie historii.
I poniekąd tak jest. Cały numer nie dodaje praktycznie nic do głównego wątku, choć może okaże się, że to, co tu się dzieje jakoś znacząco na niego wpływa. Rozwija on trochę postać Daimona i, mniej, jego ojca. Jeśli chodzi o całość intrygi to właściwie podane nam są jedynie większe wątpliwości, co do zamiarów Szatana. Hellstorm już kompletnie nie wie, czy schodząc w zaświaty, odwala za ojca brudną robotę, czy pomaga Izys, czy robi coś zupełnie innego. Zamiary Szatana są niejasne. Gdy dzwoni do syna ostrzegając go przed działaniem jednej z postaci, zaraz okazuje się, że wiedział, że jego ostrzeżenie wywoła w Daimonie takie, a nie inne zachowanie. Trochę unikam podawania dużej ilości faktów, żeby nie psuć odkrywania tego komiksu innym.
A, mimo wszystko, jest co odkrywać. Może główny wątek nie rusza wielce do przodu (ale na pewno ruszy, wszak tylko 2 nry do końca), za to podróż po zaświatach robi bardzo dobre wrażenie. Połączenie różnych mitologii (w tym katolickiej) ze światem komiksowym wychodzi, o dziwo, bez zgrzytów i wszystko zgrabnie się zwiera w spójną wizję. Dodatkowo, mimo realistycznych rysunków, pojawia się lekkie uczucie nierealności i odrobinka surrealizmu (skojarzyło mi się z przesymbolizowanymi filmami Jodorowsky’ego – nie żeby komiks był do nich podobny, ale tak mi krążą myśli). Szczególne wrażenie robią nagłe zmiany scenerii, które w połączeniu z tłem i niecodziennymi postaciami na tym tle robią wrażenie nieco nie z tego świata. Za to należy się rysownikowi duża pochwała.
Fabularnie jednak, ten nr, to nr przejścia. Dwa pierwsze wprowadziły nas w historię, trzeci stanowi punkt przejścia, gdzie wszystkie światy są obecne a Daimon musi podjąć ważną decyzję. Trochę zawodzi pokazanie relacji ojciec-syn, która tak miała być obecna w komiksie, wg słów scenarzysty. Pod tym względem historia ślizga się po powierzchni problemu, pozostawiając spory niedosyt. Spodziewać się jednak można, że dwa ostatnie nry przedstawią przynajmniej szybszą akcję i pokażą finał historii bez rozmieniania jej na drobne.
Podsumowując, jest to niewątpliwie dobry numer, dobrej serii. Trochę rozczarowuje fabułą, odkupuje jednak swe winy atmosferą i podniesieniem niepewności, co do działań Szatana. Miniseria trzyma nadal swój poziom, i mimo że pewnie nie stanie się w ciągu dwóch ostatnich nrów klasyką komiksu, to napięcie i niepewność jakie towarzyszą obcowaniu z tą pozycją są całkiem przyzwoite i ładnie zaprezentowane. Przyjemna lektura na wieczór.
Hellstorm: Son of Satan #4 i 5 – marzec i kwiecieć 2007
Równonoc cz. 4. i 5.
Scenariusz: Alexander Irvine
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania dla: Javiera Saltaresa
Rysunki: Russ Braun
Wykończenia: Klaus Janson
Kolory: Giulia Brusco
Okładka: Arthur Suydam
Specjalne podziękowania dla: Javiera Saltaresa
Na koniec przedstawię dwa ostatnie nry miniserii o Synu Szatana. Jak pisałem wcześniej, z powodu małej ilości czasu wszystko pojawia się w formie skróconej.
W 4. nrze Daimona zastajemy, gdy wspomina przez chwilę swoje dawne czasy, spuściznę, która jest kłamstwem, lecz której chce być wierny. Zaraz potem wypluwa go Lewiatan, po uprzednim połknięciu bohatera nr wcześniej. Spadając trafia do miejsca, gdzie spoczywa Ozyrys. I teraz wszystko się wyjaśni.
Daimon rozpoczyna proces przyszywania ostatniej części ciała Ozyrysa do reszty, co spowoduje jego zmartwychwstanie. Izys i Horus przeczuwają, że coś jest nie tak i zmierzają w kierunku Hellstorma, tymczasem Szatan również nie zamierza przyglądać się wszystkiemu bezczynnie, choć ma wrażenie, że wszystko przebiega po jego myśli. Jednak…
SPOILERY!!
SPOILERY!!
…Hellstorm zabija zmartwychwstałego Ozyrysa. Izys i Horus atakują, Szatan atakuje, pojawia się Lewiatan, pojawiają się potworne skorpiony, które nasyła Izys, a które są największą wadą komiksu. Nie powiem dlaczego Ozyrys ginie, nie powiem, jak się wyjaśnią sprawy i co się stanie z naszymi graczami, lecz powiem, że wszystko prezentuje się dobrze, choć razi zbytnim uproszczeniem spraw.
I PO SPOILERACH.
Tak naprawdę nie czułem wielkości historii, nie czułem skomplikowania relacji między Daimonem, a jego ojcem. Brakowało mi bardziej kryminalnego dojścia do historii, szczególnie w 1. i 4. nrze, gdzie wyjaśnienie się zagadek następuje niemal samoistnie i nie wzbudza żadnego napięcia. Ostatni nr od połowy staje się tylko narracją Daimona, który wyjaśnia wszystkim co i jak, w razie, jakby czytelnik nie domyślił się sam. Szkoda, że historia z tak wielkim potencjałem jest zaledwie dobra. Mimo wszystko, każdy fan Hellstorma i opowieści szatańsko-mitologicznych powinien sięgnąć po tę historię, gdyż prezentuje temat, który nie jest nader często eksploatowany w komiksach.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz