OGŁOSZENIE!

Z POWODU PRAC REMONTOWYCH NA DC MULTIVERSE NIEKTÓRE LINKI ODNOSZĄCE DO RECENZJI KOMIKSÓW VERTIGO NIE DZIAŁAJĄ! BĘDĘ JE UZUPEŁNIAŁ W MIARĘ POSTĘPU PRAC NAD SERWISEM.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Incredible Hulk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Incredible Hulk. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2011

Marvel 11.1962 - Fantastic Four #8, Incredible Hulk #4, Strange Tales #102, Journey Into Mystery #86, Tales to Astonisch #37

Fantastic Four #8 – listopad 1962

I. Więźniowie Władcy Marionetek!
II. W rękach Władcy Marionetek
III. Dama i potwór
IV. Twarzą w twarz z Władcą Marionetek!
V. Śmierć marionetki!

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Debiuty: Alicia Masters (ukochana Bena Grimma) oraz Władca Marionetek (superprzestępca).

Po niezbyt zachwycającym spotkaniu z kosmicznym Kurrgo, który padł ofiarą własnych ambicji, F4 nie jest dane zaznać spokoju, co nie jest przecież żadnym zaskoczeniem. W końcu czym byłby superbohaterski komiks bez odrobiny akcji? Mógłby być, co prawda, czymś dobrym, ale na takie wybryki przyjdzie dopiero czas. Teraz jednak na łamach F4 debiutuje Władca Marionetek, a i nie tylko on.

Początek to, a jakże, kolejna sprzeczka w szeregach naszych kłótliwych herosów. Tym razem Reed jest na finiszu swojego eksperymentu (czyżby tego, o którym wspominał numer wcześniej?), o którym wszyscy wiedzą prócz Bena. Co gorsza nie chcą mu nic powiedzieć. Po, spodziewanej, potyczce z Johnny’m, Grimm postanawia odejść z grupy, skoro i tak nikt nie chce go traktować jako pełnowartościowego członka. Jego śladem wyrusza Sue, lecz niebyt jej przekonania, że Ben źle ocenił sytuację zdają rezultat, ale ważne jest, że spostrzegają młodego mężczyznę, który ma zamiar popełnić samobójstwo za pomocą skoku z wysokości. Ani Sue, ani Ben nie są w stanie go uratować na czas, zawiadamiają więc resztę. Reedowi się nie udaje, lecz Johnny ratuje nieszczęśnika, który jednak pogrążony jest w transie. Oto bowiem na planie pojawił się Władca Marionetek, którego mocą jest kontrolowanie woli, i nie tylko, innych. Otóż posiada on radioaktywną glinę, za pomocą której wykonuje podobizny swoich ofiar. Jego kontrola jest bardzo szeroka, gdyż np. jeśli złapie swą figurkę za nogi to prawdziwa postać upada. Jak można przypuszczać, po interwencji Pochodni kieruje swą uwagę na F4. Jego pierwszą ofiarą staje się Ben Grimm, tymczasem sama Sue zostaje jego więźniem.
W tym numerze zobaczymy też niewidomą przybraną córkę Władcy, imieniem Alice, która bardzo polubi Bena Grimma, ale jako Thinga, a nie człowieczą wersję. Będziemy mieli też okazję zobaczyć uwolnionych więźniów największego zakładu penitencjarnego, z którymi będzie walczyć F4. Ujrzymy też wzruszające pogodzenie się Thinga z resztą przyjaciół.

Tak więc jest sporo akcji, poznajemy w miarę ciekawą fabułę i nowe postaci. Zarówno Alice, jak i Władca staną się osobami, które powrócą na łamy F4. Nie jest to opowieść tak intensywna jak połączenie sił Dooma i Namora, lecz jest to przyjemna pozycja, która miłośnikom Srebrnego Wieku komiksów może przypaść do gustu.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16650
Incredible Hulk #4 – listopad 1962

Potwór i maszyna

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby

I oto jesteśmy ponownie. Ja, Rick i Hulk. Wszyscy mamy wielkie wątpliwości i obawy co do najbliższej przyszłości. Czy zielone monstrum przejmie kontrolę nad Bannerem? Czy Rick Jones utraci kontrolę nad brutalem? Czy Hulk w końcu odbije się z niskich rejonów jakości i ruszy ku złotym szczytom najlepszych komiksowych historii?

Poznawanie odpowiedzi zaczynamy widokiem zielonego wielkoluda leżącego w ukrytym laboratorium Bannera, przypiętego do maszyny, którą obsługuje szesnastoletni Rick (już znamy jego wiek). Zanim jednak Jones uruchomi urządzenie Bruce’a, cofamy się w przeszłość by zobaczyć jak doszło do tego, co właśnie widzimy.

Zaczynamy od, kolejnego już, retellingu powstania Hulka, po którym to Betty martwiąca się o dra Bannera dochodzi do wniosku, iż Rick musi być w to wszystko jakoś zamieszany i od niego trzeba zacząć poszukiwania. Całe szczęście, że jej wysiłek umysłowy zdołał to ustalić, bo nikt z armii nie zdołał wypatrzeć sposobu na znalezienie Hulka za pomocą chłopaka, który zawsze był w jego okolicy a nawet powstrzymywał go przed zniszczeniami, nie mówiąc już, że razem skakali w przestworzach. Oczywiście generał Ross raz wykorzystał chłopca jako wabik, ale na tym poprzestał. Teraz jednak, po wysłuchaniu córki, dochodzi do wniosku, że „może coś faktycznie w tym jest”. Nie ma to jak genialny zmysł strategiczny wielkich wojskowych USA. Tym bardziej, że przygotowali broń, która zamrozi Hulka.

Armia przychodzi po chłopaka, ten każe Hulkowi uciec. Olbrzym wyskakuje przez ścianę, rozwalając ją kompletnie, ale na szczęście robi to z tyłu więc nikt go nie słyszy na froncie małego drewnianego domku. Rick zostaje zaprowadzony przed oblicze generała Rossa, który jest zdeterminowany aby dowiedzieć się czego tylko może nt. Hulka. Jednak ani on, ani jego córka nie mogą wydobyć z Ricka nic poza „przykro mi, ale nic nie mogę powiedzieć”. Zdeterminowany Ross nie naciska, lecz wysyła go do więzienia. W międzyczasie Hulk trochę szaleje w różnych miejscach, po czym, przyzwany mentalnie przez Ricka, uwalnia go.

Tak trafiamy do naszego tajnego laboratorium, gdzie eksperyment się udaje. Hulk staje się na powrót Bannerem, co więcej, znika mentalna więź łącząca Ricka i zielonoskórego oraz, po małych ulepszeniach, Banner zaczyna kontrolować, do pewnego stopnia, Hulka, co jednak mocno męczy jego normalne „ja”. Poza tym, od tej pory może wykorzystywać maszynę do przemian w zielonego pana i z powrotem. Pod koniec jeszcze dla spragnionego wrażeń miłośnika komiksów czeka nieco akcji.
Chyba nie muszę pisać, że historia jest mocno naciągana, infantylna i nielogiczna. Rozumiem, że w takim komiksie, i w takich czasach, nie będzie przedstawiania tortur mających na celu wyjawienie miejsca pobytu Hulka, lecz tak skrajne ogłupienie armii USA nie służy niczemu dobremu. Na miejscu fanów Hulka, mocno obawiałbym się kraju, który ma taką armię. Nie mówiąc już o niedosłyszeniu ucieczki olbrzyma.

Na pewno plusem jest usunięcie mentalnej więzi między Rickiem a Hulkiem. Pomysł był wprowadzony mocno absurdalnie, na szczęście koniec z dużą, zieloną zabawką. Zmiany i trwająca intensywniej walka między Bannerem i Hulkiem to również plusy jakie oczekują w tej części przygód pana o bardziej niż słusznej posturze. Mam tylko nadzieję, że w przyszłym nrze właśnie te wątki zostaną rozwinięte, a nie pojawią się kolejni komuniści czy kosmici atakujący Amerykę.

Gladiator z odległego kosmosu!

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby

Ale zaraz, co my tu mamy. Jeszcze nie koniec komiksu. Otóż dwa w jednym jako back-up story, komuniści wykorzystują motyw kosmitów. Jako, że jest to historia dodatkowa (choć okładka sugeruje ich równoważność – gorzej dla drugiej historii) można jej wybaczyć brak rozwijania ważnych wątków w hulkowej fabule.

Co jednak tu jest? Przybywa, oczywiście nie wypatrzony przez nikogo, Mongu. Tytułowy gladiator, podróżuje dziwnym pojazdem, który wygląda jakby kosmici niezbyt nas wyprzedzili w rozwoju technologicznym, jeśli w ogóle. Otóż Mongu mówi, że zniszczy Ziemię jeśli nie stanie przed nim wojownik zdolny unieść dwutonowy topór i z nim walczyć, tzn. z Mongu, a nie z toporem. Oczywiście logiczne byłaby kosmity anihilacja przez armię mająca w głębokim poważaniu jego topór. Choć może bali się, że nie jest sam. Na tyle, że nikt z włodarzy USA nie wyszedł mu nawet na spotkanie. Na spotkanie za to wychodzi, jak wszyscy się spodziewamy, Hulk, który zabiera ze sobą Ricka, aby ten mu przeszkadzał (na co innego może brać dzieciaka w sam środek starcia z kosmitą?). Teraz będą duże spoilery więc można ominąć następny akapit.

Kosmici okazują się być komunistami w przebraniu! Wiadomo jak się skończy ich pojedynek z Hulkiem, a Rick faktycznie będzie wielkoludowi służył jako przeszkadzajka. Na koniec opinia publiczna uzna, że cała afera była wymyślona przez Hulka.

Można już czytać. Opowieść jest banalna, głupawa, nie zapada w pamięć. Słabo. Pierwsza historia jest średnio zła. Druga historia jest bardzo zła. Hulk dalej nie poprawił poziomu, no może lekko, usuwając mentalne więzi. Chyba nie ma co liczyć na genialny nr 5. Choć kto wie.

Streszczenie: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=13439

Strange Tales #102 – listopad 1962

1. Więzień Czarodzieja!
2. Podstępy Czarodzieja

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby

Debiutuje Wizard (Czarodziej) - superprzestępca.

Ludzka Pochodnia powraca na łamy Strange Tales, tak, jak się można było tego spodziewać. Historia zaczyna się krótkim przypomnieniem starcia z Niszczycielem. Jest to o tyle ciekawe, iż tym razem wspomnienie jest dokonane za pomocą wiadomości pokazywanych w kinie.

Zaraz potem rusza główny wątek, natychmiast po wyjściu z kina spotykamy Czarodzieja, który jest genialnym konstruktorem, jego geniusz w tej dziedzinie sprawia, że dziwię się nieco, że dopiero teraz stał się widoczną postacią w uniwersum Marvela. Dokonał on już niemal wszystkiego, ma na swoim koncie ucieczki bardziej efektowne niż sam Houdini. Teraz wpadł więc na kolejny pomysł. Pochwyci Ludzką Pochodnię, zniszczy jego wizerunek publicznie i całkiem go pokona.

Nie jest to może najgenialniejsza historia, jaka ukazała się do tej pory, lecz jest to pierwsze udawanie superbohatera przez przestępcę w celu zniszczenia jego wizerunku i odwrócenia uwagi policji i społeczeństwa. Poza tym fabuła jest raczej przewidywalna, choć pojawienie się Niewidzialnej Dziewczyny w pewnym momencie ma za zadanie wzbudzić w nas uczucie zaskoczenia, jednak nie jest to zbyt wielkim szokiem dla czytelnika F4.

Raziła mnie też nielogiczność jednej z ucieczek Czarodzieja, który wykorzystuje w tym celu specjalny gaz twardniejący w wyniku zetknięcia z powietrzem. Otóż Czarodziej jest zamknięty w sejfie, skuty łańcuchami i wrzucony do wody. Miniaturową piłą ukrytą w sygnecie przecina łańcuchy, po czym uwalnia wspomniany gaz, który twardnieje z taką siłą, że wygina, a następnie wyłamuje zamknięte drzwi sejfu na zewnątrz. Przecież przy takiej mocy powinien on też całkiem nieźle zmasakrować ciało Czarodzieja. Ale to tylko drobna uwaga.

Jest to bardzo średni, niczym nie wyróżniający się komiks, w którym debiutuje Czarodziej, a Ludzka Pochodnia ma okazję ponownie popisać się solowymi przygodami. Nic wielkiego.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16691
Journey Into Mystery #86 – listopad 1962

Śladem Człowieka Jutra!
Lot do przyszłości

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Debiutuje Zarrko - Człowiek Jutra.

Cóż może wstrząsnąć czytelnikiem bardziej niż Loki, bóg niezgody? Otóż spróbuje tego dokonać Zarrko, Człowiek Jutra. Jest to niemiły pan, który żyje sobie w 2262 roku. Ku jego rozczarowaniu jednak jego czasy są całkowicie pokojowe, nie ma wojen, nie ma broni, słowem nuda. Zarrko postanawia wykorzystać to i swoją wiedzą techniczną popisać się tak aby zdobyć ów świat na własność. Tworzy w tym celu mordercze roboty, lecz to mu nie wystarcza. Postanawia więc ukraść broń masowego rażenia z XX wieku.

I tutaj mamy Thora. W tym komiksie współpracuje on już z wojskiem pomagając im testować nowe bronie. Podczas jednego z testów nagle w powietrzu pojawia się pojazd Zarrko, który kradnie rakietę. Zanim Thor może spuścić mu łomot, gość z przyszłości wraca do swoich czasów. Zostawia jednak za sobą fragment swego pojazdu. Thor postanawia poprosić swego ojca Odyna aby ten wysłał go do czasów Zarrko i pozwolił mu stoczyć z nim bitwę. Odyn spełnia życzenie syna, który trafia do świata rządzonego przez Zarrko.

Jest tutaj co prawda kilka naciąganych momentów, z których na pierwszy plan wysuwa się określenie, że metal z pojazdu Zarrko nie jest znany w naszych czasach, po oględzinach, które polegały na krótkim przyjrzeniu się mu. Mądry pan, który dochodzi do wniosku, że pojazd był z przyszłości (bo rozpłynął się w powietrzu) też nieco irytuje. Z plusów trzeba wyróżnić pojawienie się Odyna, naprawdę dobrze go przedstawiono, jak i same wezwanie Thora odbyło się z należną mocą.

Oczywiście największą atrakcją jest pojedynek między nordyckim bogiem a technologią przyszłości. Wynik możemy przewidzieć z góry, ale dobrze, że Lieber i Lee trochę rozbudowali walkę o kilka zwrotów akcji. Nie zapiera ona oddechu w piersiach, zakończenie trochę rozczarowuje, ale całość wypada nieźle.

Ogólnie więc Zarrko nie może równać się z Lokim, lecz nie wypada najgorzej. Thor wciąż jest najlepszą pozycją z krótkich historii wygrywając z solowymi przygodami Ludzkiej Pochodni i Człowieka-Mrówki.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16680
Tales To Astonish #37 – listopad 1962

Pochwycony przez Protektora!
Twarzą w twarz z Protektorem!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby

Nie ma właściwie co zbytnio rozwodzić się nad tą przygodą Człowieka-Mrówki. W mieście pojawia się Protektor, który zmusza jubilerów do płacenia haraczu. Pym musi odkryć kim ów osobnik jest.

Schemat jest właściwie identyczny jak w przypadku poprzedniej historii, jak i zetknięcia Ludzkiej Pochodni z Niszczycielem w Strange Tales #101. Czyli przestępcą okazuje się ten, kogo nie podejrzewamy. Sama walka i sceny akcji nowatorstwem nie rażą, ale jest tutaj scena zamknięcia Henry’ego w papierowej torbie z odkurzacza. Nie na co dzień widzimy superbohaterów w odkurzaczach. Czy niemal pokonanych pistoletem na wodę.

Sam Protektor jest postacią naciąganą. Szczególnie w sposób w jaki „niszczy” biżuterię, zdradzam teraz szczegóły finału, więc jak ktoś nie lubi spoilerów to ten akapit może sobie odpuścić. Otóż nasz przestępca strzela robiąc sporo dymu, kiedy przez chwilę nikt go nie widzi zabiera biżuterię, i na jej miejsce rozsypuje mnóstwo piasku. Po pierwsze żeby rozsypać tyle piasku, ile to robi musiałby mieć jakieś worki z nim przy sobie, a takowych nie widać. Po drugie, musiałby działać w mgnieniu oka, a jest zwykłym człowiekiem. Po trzecie, policja nie zdołała odkryć, że jest to piasek a nie zniszczona biżuteria. Strach pomyśleć coby policja zrobiła gdyby nie bohaterowie.

Niestety przygody Ant-Mana nie należą do najlepszych, póki co w Marvelu przoduje F4 i chyba nikt nie zbliża się do jej poziomu. Jedynie debiut Spider-Mana może odebrać czwórce herosów palmę pierwszeństwa w kategorii najlepsza pozycja w 1962 roku. Tymczasem Pym powróci już niebawem.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16694

piątek, 18 marca 2011

Marvel 09.1963 - Fantastic Four #6, Incredible Hulk #3, Journey Into Mystery #84, Tales to Astonish #35

Fantastic Four #6 – wrzesień 1962

I. Więźniowie śmiertelnego duetu!
II. Gdy super-zagrożenia się jednoczą
III. Gdy przyjaciele wypadają
IV. Pochwyceni!
V. Koniec… czy początek?

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby



Na powrót Dra Dooma długo czekać nie trzeba było, już w 6. nrze F4 Victor wprowadził w życie kolejny plan, tym razem mający na celu całkowite usunięcie ludzi, którzy mogą sprawić mu jakiekolwiek problemy na Ziemi. Jednak nie jest w swoich działaniach sam, oto bowiem do ataku rusza także Namor.

Aby wstrząsnąć życiem F4 i czytelników ich przygód, Stan Lee postanowił zestawić bohaterów nie z jednym, a z dwoma z największych wrogów jakim Reed i spółka stawili czoła. Jako, że jest to dopiero 6. nr, a Człowiek Kret teoretycznie poległ w 1. nrze, użyto dwóch rywali z dwóch poprzednich komiksów. Sam pomysł już wzbudza ciekawość, tym bardziej, że nie jest to kolejna potyczka z kiczowatymi kosmitami.

Historia zaczyna się gdy Johnny Storm wraca do bazy F4 po poszukiwaniach śladów Dra Dooma, oczywiście nic nie znalazł, a jego zamek z poprzedniego nru jest całkowicie zniszczony. Znów mamy też możliwość zobaczenia reakcji ludzi na przelot Ludzkiej Pochodni czy popychanie na ulicach ludzi przez Niewidzialną Dziewczynę. Swoją drogą dlaczego ona biega przez miasto niewidzialna, skoro i tak rozpycha się środkiem ulicy a nie wykorzystuje mocy by przebiec szybko bokiem? I czemu nikt na to nie reaguje, jakby tak szedł jakiś czarny charakter to już pewnie zarobiłby kilka wyzwisk. Po tej chwili narzekania ruszajmy dalej, gdyż za moment opowieść przeistoczy się w trzymający w napięciu komiks.

W międzyczasie jednak, po obejrzeniu jak uruchamiana jest winda do bazy F4, widzimy jak nasi bohaterowie odpowiadają na listy do nich wysłane. Są już znanymi postaciami w całej Ameryce, a ich miejsce pobytu nie jest tajemnicą. Mr. Fantastic odwiedza chłopaka w szpitalu i wyjaśnia mu dlaczego jego kostium rozciąga się wraz z nim (stworzony jest on z niestabilnych cząsteczek), szkoda, że nie wyjaśnił przy okazji dlaczego marynarki czy pirackie ciuchy z poprzedniej przygody też się rozciągały. Thing tymczasem wysyła metalową przesyłkę gangowi z ulicy Yancy, który niepochlebnie się o nim wyraził.

Jednak zło nie śpi i pod postacią Victora Von Dooma, już z peleryną, ale jeszcze z pojedynczym zapięciem, namierza Namora. Doomowi udaje się przekonać księcia Atlantydy, że przybywa z pokojową misją i razem ruszają do podwodnej bazy Sub-Marinera, tam w doskonałej erudycji Doom namawia i skłania Namora do wspomożenia Victora w zniszczeniu F4. Oczywiście Doom ma niezawodny plan. Namor udaje się więc do bazy bohaterów, gdzie wcześniej wywiązała się mała kłótnia Johnny’ego z Sue, która po kryjomu przetrzymywała zdjęcie księcia Atlantydy. Reed i Ben również zażądali wyjaśnień, jednak wtedy właśnie pojawia się w drzwiach sam Namor. W drzwiach pokoju, gdzie rozmawiają F4, gdyż do budynku wleciał już przez okno, po defiladowym marszu przez miasto.

Reed, Ben i Johnny nie wierzą w zapewnienia o przyjaźni Namora, w które bez problemu uwierzyła Sue i postanawiają sprawdzić, czy nie podłożył gdzieś pułapki, Johnny nawet próbuje stoczyć mały pojedynek z Namorem, lecz nie odnosi większego skutku. Gdy nic nie znajdują budynek nagle unosi się w powietrze. Otóż Namor zainstalował małe urządzenie w budynku, a teraz Dr Doom swym pojazdem kieruje budynek w kosmos i prosto w słońce. Oczywiście ani F4, ani zdradzony Namor, który nie był świadom, że uznany został przez Victora za jednego z tych, którzy mogą mu zagrozić w przyszłości, nie mają zamiaru polec bez walki.

Nie będę dokładnie opisywał, jak przebiegło starcie, lecz warto powiedzieć, iż Doom tym razem odniósł zwycięstwo nad F4, Ben i Sue nie mogą go dosięgnąć, Reedowi poparzył ręce, a Johnny nie pali się w kosmosie. Wszystko spadło na barki Namora, który postanowił nie zginąć z rąk Victora Von Dooma. Sub-Marinerowi udaje się zapobiec zrealizowaniu planu Dooma, lecz ten po raz kolejny ucieka zanim ktoś może do niego dojść. Niestety tym razem wpada w deszcz meteorytów i znika w kosmicznej otchłani.

Trzeba przyznać, że komiks doskonale trzyma w napięciu, ma dużo ciekawie poprowadzonej akcji, Doom jest przedstawiony jako naprawdę potężny i zmyślny przeciwnik. Namor chcąc nie chcąc musi walczyć po stronie F4, w dodatku wiemy, że zainteresowanie Sue, może być przez nią odwzajemniane. Wszystko to składa się na naprawdę porządny numer.

No i mamy tu większy przekrój bazy F4, który nie omieszkam zamieścić na koniec opisu komiksu, którego lekturę mocno polecam, gdyż jest to jedna z lepszych opowieści o F4, i najlepsza jaka powstała do tej pory. Po podwójnym spotkaniu z Doomem, nie ma chyba co liczyć na jego szybki powrót, lecz z niecierpliwością czekam na kolejne starcie z tym potężnym oponentem. Jeśli zaś chodzi o Namora, to nie wzbudził on mojej wielkiej sympatii, jednak on też z pewnością powróci na łamy komiksu.

Streszczenie mojego autorstwa: http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16648
Poniżej przekrój bazy F4.

Incredible Hulk #3 – wrzesień 1962

1. Hulk wygnany w odległy kosmos
2. Geneza Hulka
3. Czy potężny Hulk będzie wyzwaniem dla Ringmastera?

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby

Debiutuje Cyrk Zbrodni.

------------------------------------------------------------

Kolejny Hulk, kolejny zawód. Miałem nadzieję, że po słabych ropuszych ludziach przyjdzie kolej na zdecydowanie lepszą opowieść, lecz tym razem się zawiodłem, Hulk nadal bowiem trzyma poziom, niestety niski.

Ricka i zielone monstrum zastajemy, tam gdzie ich opuściliśmy ostatnio, czyli Hulk jest uwięziony w specjalnej komorze stworzonej przez Bruce’a Bannera, a otworzyć ją ma wartujący Jones. Niestety chłopak zostaje złapany przez żołnierzy, którzy mają rozkaz przyprowadzić go do gen. Rossa. „Thunderbolt” przekonuje nieco opornego Ricka, aby przyprowadził do nich Hulka, gdyż jest on jedyną osobą, która może bez szwanku przejść próbę nowej rakiety. Jones uważa, że może dla kraju pomóc generałowi przetestować rakietę i sprowadza Hulka. Ma ułatwione zadanie, gdyż wściekłe alter ego Bannera, ściga Ricka, który prowadzi go wprost do rakiety.

Jak się jednak okazuje był to fortel generała, który wystrzelił Hulka w kosmos aby ten już nigdy nie wrócił. W rakiecie ponownie pojawia się Bruce Banner, na krótko jednak, gdyż wpada w otaczający Ziemię pas radioaktywności, który na powrót przemienia go w niszczycielskiego stwora. Tymczasem Rick, by zadośćuczynić za zdradę Bruce’a postanawia go uratować. Nastolatek niezauważony w pilnie chronionej bazie wojskowej, podchodzi do niestrzeżonego urządzenia kontrolującego rakietę, mającą na pokładzie jedno z największych zagrożeń, po czym ją wyłącza specjalnym panelem, przy okazji poprzez zsumowane radioaktywności kosmiczną i Hulka, ładunek tychże przechodzi z rakiety, przez panel kontrolny i wchodzi w chłopaka. Rakieta natomiast spada na Ziemię, oczywiście prosto do naszej bazy wojskowej, niewypatrzona przez nikogo. Brzmi to cokolwiek niedorzecznie, naciąganie i skrajnie naiwnie. Jak się jednak okazuje, Hulk nie zmienia się z powrotem w Bannera, co więcej Rick sprawuje nad nim mentalną kontrolę, dzięki której monstrum spełnia wszystkie jego polecenia (jak Terminator w drugiej części serii o Elektronicznym Mordercy). Po małych perturbacjach zamyka go we wspomnianej na początku komorze, a czytelnikom przedstawiony zostaje retelling powstania Hulka.

Gdzie indziej w międzyczasie grasuje Ringmaster wraz ze swoim Cyrkiem Zbrodni. Jak cyrk, to pełen specyficznych osób (w tym miejscu mocno polecam film Toda Browninga pt. „Freaks”). Nasz przestępca ma następujący m.o.: otwiera cyrk w mieście, hipnotyzuje ludzi, po czym jego świta okrada wszystkich w całym mieście. Bowiem do cyrku, jak każdy wie, przychodzą wszyscy mieszkańcy danego miasta i bez trudu mieszczą się w namiocie. Swoją drogą, skoro cyrk składa się z chciwych, złych indywiduów, to dziwne, że nieruchomych ludzi tylko okradają.

Oczywiście w międzyczasie natkną się na Hulka i będzie bijatyka.

W samym komiksie mamy pewne nowatorstwo, otóż Hulk zaczął latać. Mimo że właściwie wybija się w powietrze na zasadzie gigantycznego skoku. Co więcej, tak pomyślałem, skoro aby Banner przemienił się w Hulka wystarczy zabrać go spoza promieni słonecznych (jak na swe nieszczęście zrobili Ludzie Ropuchy), to dziwne, że nie zmienia się w zwykłych pomieszczeniach bez słońca, nie powinien więc wtedy Bruce mieć też nadziei, na powrót do normalnej formy w swojej komorze. Ale teraz to sprawa przeszłości, Hulk od momentu napromieniowania po raz drugi, cały czas jest Hulkiem.

Jeszcze tylko na koniec słowo o Ringmastrze. Sprytny hipnotyzer, mimo iż oszałamiającej kariery w uniwersum Marvela nie zrobi, to trochę w nim pobędzie i spotka się np. ze Spider-Manem, więc o nim jeszcze usłyszymy.

Słowem zakończenia, uznaję komiks za niezbyt dobry, naiwny, pretekstowy, nielogiczny. Seria o Hulku nie zachwyca i nie sprawia, że czeka się na przygody wielkoluda z niecierpliwością, raczej z obawą.


Journey Into Mystery #84 – wrzesień 1962

W kolejnym nrze “Journey Into Mystery” otrzymujemy następujące historie: “Wiedźmia godzina”, “Gdzieś czai się Coś” oraz…

Potężny Thor kontra Egzekutor

Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby

Po miesiącu odpoczynku od debiutu Thora na łamach komiksów, otrzymujemy kolejną opowieść, w której nordycki bóg piorunów zetrze się z niegodziwcami. Tym razem jednak walka będzie o wiele bardziej przyziemna, żadne istoty z Saturna czy innych planet nie próbują zaatakować Ziemi. I całe szczęście.

Rozpoczynamy krótkim przypomnieniem poprzedniej przygody wraz ze streszczeniem powstania Thora, by zaraz potem przenieść się do Ameryki, gdzie poczciwy Don Blake leczy kolejnego pacjenta podczas domowej wizyty. Nakreślone zostają przy okazji relacje między nim a jego pielęgniarką imieniem Jane. Otóż nasz kulawy doktor jest potajemnie zakochany w asystującej mu kobiecie, jednak nie ma zamiaru wyjawić swego uczucia, gdyż, wg niego, nie ma żadnych, jako kulawy, szans na zdobycie jej serca. Tymczasem Jane sama darzy pewnym uczuciem Blake’a, jednak czeka aż on wykona pierwszy ruch, oczywiście taki nie następuje.

Na sprawy romantyczne nie ma jednak zbyt wiele czasu. Jak się okazuje w San Diablo trwa wojna domowa, źli komuniści pod wodzą brutalnego Egzekutora walczą z dobrymi demokratami. USA postanawia wysłać konwój lekarzy aby pomagali rannym, dr Blake zgłasza się do wyjazdu, wraz z nim, i innymi lekarzami, wyrusza Jane. Kłopoty zaczynają się jednak już na starcie, ponieważ Egzekutor nie ma zamiaru pozwolić im dotrzeć do San Diablo. Trzy samoloty mają zatopić bezbronny statek z USA. Niespodziewanie na miejscu pojawia się Thor, który rozprawia się z żołnierzami, a my przy okazji widzimy kolejną jego sztuczkę: tworzenie mini trąby powietrznej poprzez kręcenie młotem.

Po dopłynięciu czeka na nich kilku strzelców, których Don pokonuje wezwaniem burzy. Następnie jako Thor niszczy atakujące czołgi. Jednak nawet on jest bezbronny gdy komuniści porywają jako zakładnika Jane. Z powrotem jako Blake daje się złapać oddziałom Egzekutora, niestety ten odbiera mu laskę i od razu wysyła na rozstrzelanie.

Druga opowieść o Thorze ma wyraźny, antykomunistyczny morał. Nordycki bóg walczy tutaj niejako w służbie amerykańskiej demokracji. Sytuacja w San Diablo jest wprowadzona w celach, można powiedzieć, dydaktycznych. Symbol frakcji komunistycznej to, znany nam, sierp i młot – oczywiście czerwony. Sam Egzekutor zaś przypomina wyglądem pewne osoby z Kuby, aczkolwiek nie wiem czy jest to zamierzone podobieństwo. Patrząc na okładkę kojarzył mi się z Che Geuvarą. Los komunistów jest, oczywiście, z góry przesądzony. Komunizm jest wszak do szczętu zły i brutalny, natomiast wyzwolenie może przynieść nam jedynie demokracja, której posłańcami są Stany Zjednoczone. Żołnierze Egzekutora w końcu „uświadamiają” sobie, że to USA są przyjaciółmi, a nie ci, którzy rozpętują wojny. Dobra, również komiksowa, propaganda robi swoje, a ludzi trzeba wychowywać w duchu amerykańskim. Jak dla mnie jest to wada komiksu. Nie dlatego, że popieram reżimy komunistyczne, czy jakiekolwiek inne, ale dlatego, że demokracja amerykańska i takież wartości nie są doskonałe i przesadne ich idealizowanie jest już hipokryzją, tudzież nie znajomością realiów. Oczywiście klimat czasów ma swoje prawa i nawet wszystko można wytłumaczyć walką z większym złem i zimnowojenną rywalizacją, ale tak czy inaczej, pewien niesmak pozostaje.

Poza tym komiks prezentuje się jako średnia historia, której największym plusem jest nakreślenie pierwszych relacji w życiu osobistym Dona. Oprócz tego mamy kilka scen z Thorem w akcji, niewiele, ale wystarczy by czekać z nadzieją na kolejny numer. A ten już za miesiąc.

Streszczenie mojego autorstwa: http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16678
Tales To Astonish #35 – wrzesień 1962

Oprócz omówionej poniżej historii oryginalnie w 35. nrze “Tales To Astonish” ukazała się historia “Drzwi donikąd”.

1. Powrót Ant-Mana
2. Armia mrówek
3. Zemsta Ant-Mana

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby

Henry Pym po raz pierwszy pojawia się jako Ant-Man.
-----------------------------------------------------------------

Henry Pym powraca. Pomimo postanowienia zaprzestania eksperymentów w dziedzinach uznawanych za niepoważne, po kilku tygodniach ciekawość naukowa daje o sobie znać i Pym z powrotem powraca do badań nad miniaturyzacją ludzi. Tym razem jednak jest lepiej przygotowany, ostatnie tygodnie poświęcił także nad badaniem sposobu komunikacji mrówek i wynalazł specjalny hełm, który pozwala mu na rozmowę i kontrolowanie mrówek. Jego schemat, przypominający mi skecz Monty Pythona, w którym wyjaśniono jak pozbyć się wszystkich chorób na świecie, znajduje się pod opisem. Zmyślny naukowiec pomyślał także nad wzmocnionym kostiumem ochronnym stworzonym z niestabilnych cząsteczek (takich jakich używa F4), dzięki czemu dopasowuje się on do rozmiaru jego ciała, widać hełm jest z podobnych cząsteczek, bo również się dostosowuje.

Zanim zarysuję fabułę, dwie uwagi. Otóż zmniejszanie się Pyma wygląda w ten sposób, iż polewa on sobie fragment ręki swoim eliksirem, po czym zmniejsza się całe jego ciało, niebyt dobrze to wygląda. Po drugie Henry powracając z przygody nie przygotował sobie eliksiru powiększającego i tylko dzięki niespodziewanemu dla niego faktowi, że zachował siłę człowieka swojej wielkości udaje mu się go użyć. Takie drobne niedopatrzenia. Zresztą fakt zachowania siły nieproporcjonalnej do zmniejszania się również uważam za naciągany. Ale da się przeżyć.

Fabuła zaś prezentuje się następująco. Po streszczeniu poprzedniej przygody Pyma, znajdujemy go wraz z asystentami, opracowującego właśnie gaz uodporniający ludzi na radioaktywność. Dowiadują się o tym komuniści zza Żelaznej Kurtyny i wysyłają swoich szpiegów aby ukradli informację od Pyma i jego asystentów a następnie ich zabili. Henry ma jednak inny pomysł i jako Ant-Man atakuje oprawców wraz z zastępem mrówek.

Historia nie należy do najbardziej odkrywczych ani trzymających w napięciu, lecz służy jako ponowne wprowadzenie Henry’ego, tym razem jednak jako Ant-Mana. Jak głosi zapowiedź na koniec komiksu, już za miesiąc kolejne starcie przed Człowiekiem-Mrówką. Abstrahując trochę od samej historii, sam pseudonim jak i moce Pyma wydają się nieco absurdalne, ale taki już urok tych opowieści.

Streszczenie: http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=15139
Schemat hełmu Ant-Mana:

poniedziałek, 14 marca 2011

Marvel 07.1962 - Fantastic Four #5, Incredible Hulk #2

Fantastic Four #5 – lipiec 1962

I. Więźniowie Dra Dooma!
II. Powrót do przeszłości!
III. Śladem Czarnobrodego
IV. Zemsta Dra Dooma

Scen.: Stan Lee
Rys.: Jack Kirby

Debiutuje jeden z największych czarnych charakterów w historii Marvela: dr Victor Von Doom. Od razu też pojawia się jego pierwszy Doombot.

Pojawiająca się w komiksie postać Blackbearda istniała naprawdę. Był to pirat, który swoją karierę rozpoczął w 1716 roku.

----------------------------------------------------

Kolejna klasyczna postać w annałach Marvel Comics, obecnie jeden z największych czarnych charakterów w całym uniwersum, dr Victor Von Doom, debiutuje za sprawą Stana Lee i Jacka Kirby’ego, czyniąc ten komiks absolutnym klasykiem nie tylko serii o F4, ale i marvelowskiego świata w ogóle.

Zanim jednak spotkamy złowieszczego dra, jeszcze bez peleryny, mamy okazję odwiedzić F4, gdzie Pochodnia i Thing rozpoczęli właśnie kolejną kłótnię. Warto dodać, iż punktem zapalnym był komiks o… Hulku. Sue i Reed gaszą emocje dwójki rywali, w przypadku Johnny’ego dosłownie, po czym życie mogłoby się toczyć normalnie. Jednak, oczywiście, nic nie jest normalne w życiu superbohaterów. Pojawia się Dr Doom, który siłą swoich wynalazków zmusza F4 do kapitulacji. Zabiera on naszych bohaterów do swego zamku, gdzie Reed, Johnny i Ben dowiadują się, że mają dla niego zdobyć mityczny skarb Merlina, aby to zrobić muszą cofnąć się w czasie. Victor nie może tego uczynić sam, gdyż musi obsługiwać wehikuł czasu. By upewnić się, co do współpracy F4 Von Doom przetrzymuje Sue jako zakładnika. Bohaterowie mają 48 godzin na znalezienie legendarnego, również w naszym uniwersum, pirata Czarnobrodego i wykraść mu skarb.

W przeszłości zostają wciągnięci na statek piracki i nawet mamy bitwę morską na kartach komiksu. W końcu odnajdują skarb, gdy okazuje się, że Czarnobrodym jest… Thing. Niestety Ben zachwycony życiem pirata zwraca się przeciw Reedowi i Johnny’emu. Pech chce, że trafiają na sztorm i zebrani razem, po przeprosinach Bena, wracają do teraźniejszości. Doom tam odkrywa, iż F4 wypełnili skrzynię ze skarbem zwykłymi łańcuchami. Thing atakuje Dooma, lecz okazuje się, iż jest to robot. Prawdziwy Doom jest gdzie indziej i właśnie odciął dopływ tlenu bohaterom. Na szczęście Niewidzialna Dziewczyna korzysta z chwilowej nieuwago Victora i wysadza jego maszynerię, wybuch uderza prosto w Dooma. Uwolnieni bohaterowie uciekają szybko przez okno zamku Von Dooma, który już odzyskał przytomność. Pochodnia podpala jego zamek, aby go wykurzyć, jednak jest to po myśli Dra, gdyż i tak miał się pozbyć zgromadzonych tutaj materiałów i tajemnic. Sam natomiast bez problemu ucieka i nawet krótki pościg Johnny’ego na nic się zdaje.

Mamy też tutaj genezę Dra, który jest starym znajomym Reeda ze studiów. Otóż Von Doom jest ekstremalnie uzdolnionym człowiekiem, który zaczął łączyć naukę z magią, dopuszczając się przeróżnych niebezpiecznych eksperymentów. W wyniku jednego niszczy sobie twarz i wysadza pokój, zostaje wyrzucony z uczelni, jednak nie zaprzestaje swych działań. Ostatnio widziano go, jak ruszył w Himalaje.

W ten sposób, mamy tutaj do czynienia z klasykiem Marvela w czystej postaci. Dr Doom, doombot, geneza Dooma – wszystko tu jest. Ponadto jest to pierwszy adwersarz F4, który nie zostaje przez nich pokonany. W dodatku możemy zobaczyć jak wygląda piratowanie w stylu F4 oraz poznać złą stronę Bena Grimma.

Licząc na szybki powrót Dra Dooma, kończę opis poleceniem tego komiksu, chyba, po FF#1 i IH#1, najważniejszego do tej pory.

Streszczenie mojego autorstwa: http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16511
Incredible Hulk #2 – lipiec 1962

Terror Ludzi Ropuch!
1. Wejście… Ludzi Ropuch
2. Więźniowie Ludzi Ropuch!
3. Bruce Banner poszukiwany za zdradę!
4. Hulk wpada w amok!
5. Koniec Hulka?

Scen.: Stan Lee
Rys.: Jack Kirby

Wystarczy spojrzeć na okładkę, aby wiedzieć czego można spodziewać się po tym komiksie. Kicz i dawka naiwności, która sprawia, że opowieści z kosmitami wszelkiego rodzaju nie stają się w moim uznaniu historiami wartymi wczytania się. Dlatego też nie będę przystawał nazbyt długo aby nie poświęcić na 2. nr Hulka zbyt wiele czasu.

Historia jest prosta: Ludzie Ropuchy chcą podbić Ziemię. Mówiący po angielsku kosmici o wyglądzie pomarańczowych, oczywiście, ropuch porywają w tym celu najwybitniejszego naukowca na Ziemi – Bruce’a Bannera. Widać Reed Richards nie jest taki mądry (co prawda spotkania między bohaterami w ramach tego uniwersum dopiero nastąpią, więc kosmici mają prawo jeszcze nie wiedzieć, że Bruce i Reed żyją na tej samej Ziemi). Jeśli Banner nie wyjawi im poziomu rozwinięcia naukowego Ziemi, aby mogli ją zaatakować, to ją zaatakują. Wydaje się to nieco nielogiczne, ale cóż, Ludzie Ropuchy są bardziej rozwinięci niż ludzie z Ziemi. Oczywiście Bruce zmienia się w Hulka, kiedy statek kosmiczny okrążając Ziemie znalazł się po stronie gdzie jest noc. Zielone monstrum (tak, nie ma już szarego Hulka) wszystko demoluje, tymczasem siły obrony USA wystrzeliwują rakiety wynikiem czego statek spada do znajomej nam bazy wojskowej, tej samej, w której powstał Hulk. Nic to, że ta baza jest po drugiej stronie planety, niż na tej, na której właśnie orbitował pojazd Ropucholudzi. Bruce zostaje podejrzany o zdradę. Kosmici atakują Ziemię. Bruce jako Hulk ucieka z więzienia, po czym z powrotem jako Banner rozprawia się z najeźdźcami.

Jest naiwnie, kiczowato, pretekstowo i to w złym stylu. Plusem jest nakreślenie relacji generała Rossa do Bannera, którego uważa za mięczaka, gdy w tym czasie jego córka Betty darzy go sympatią. Plusem jest też sam początek komiksu, w który Hulk atakuje małe miasto, w wyniku czego ludzie w popłochu uciekają do domów, zamykają drzwi i w panice chowają się, gdzie tylko można. Szkoda, że po tak przyjemnym wstępie komiks staje się infantylną potyczką z kosmitami. Ale moda na przybyszów z innych planet trwała ówcześnie na dobre, więc pojawienie się ich w Hulku (i w innych komiksach Marvela) nie dziwi, choć nie wzbudza pozytywnych uczuć. Komiks raczej tylko dla fanów zielonego wielkoluda.

Streszczenie: http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=13437

piątek, 11 marca 2011

Marvel 05.1962 - Incredible Hulk #1, Fantastic Four #4

Incredible Hulk #1 – maj 1962

1. Nadejście Hulka
2. Hulk uderza
3. Poszukiwanie Hulka
4. Wejście Gargulca
5. Hulk zwycięzca

Scen.: Stan Lee
Rys.: Jack Kirby


Debiutuje Bruce Banner (Hulk) i jego pomocnik Rick Jones. Po raz pierwszy pojawia się także jego zacięty wróg generał Thaddeus "Thunderbolt" Ross oraz jego córka, ukochana Bannera, Betty Ross. Postać Hulka jest inspirowana Panem Jeckyllem i drem Hyde'm oraz Frankensteinem.

-------------------------------------------------------------------

Stan Lee nie przestaje tworzyć nowych postaci, po FF i Henry’m Pymie, nadszedł czas na Hulka, a to zaledwie początek wysypu herosów od Stana i, co za tym idzie, Marvela. Z drugiej jednak strony nie jestem pewien czy o Hulku można mówić, jak o herosie. Jest on tak samo wielkim zagrożeniem, jak nie jeden superprzestępca, Hulk bowiem kieruje się prymitywną żądzą niszczenia. Kolos jest więc kolejną postacią Stana, która nie ma być po prostu herosem kierującym się niczym niezmąconym kodem moralnym w lateksie. Lee raz jeszcze (po Fantastycznej Czwórce i Ant-Manie) odchodzi od kanonu superbohaterskiego tworząc nie dość, że postać udręczoną, to na dodatek, siejącą większe zniszczenie i grozę niż niejeden superprzestępca.

Fabuła pierwszego komiksu z serii podzielona jest, jak widać, na 5 części. W pierwszej poznajemy dra Bruce’a Bannera, genialnego naukowca, który właśnie przygotowuje się do próby użycia bomby emitującej promienie gamma na terenie pustynnej bazy wojskowej. Popędza go nerwowy generał Ross, za to za Bannerem wstawia się córka generała, Betty. Jest z nimi również pomocnik Bannera Igor, który odradza wykonania eksperymentu. Wszystko jednak prowadzi do próby bombowej, niestety na teren wybuchu wjeżdża młody chłopak, który założył się z kolegami, że uda mu się tu dojechać bez strachu. Bruce każe opóźnić eksplozję i biegnie ratować chłopaka, niestety Igor uznaje, że to dobra okazja pozbycia się Bannera i bomba wybucha. Banner ratuje chłopaka, lecz sam wchłania potężną dawkę promieniowania.

W części drugiej Bruce i uratowany przez niego chłopak imieniem Rick Jones znajdują się w szpitalu, niestety nocą zachodzi transformacja i Banner zmienia się w prymitywną i posiadającą ogromną siłę bestię, w Hulka. W tej wersji nie ma zbyt lotnego umysłu i nienawidzi ludzi, szczególnie Bannera. Rick postanawia za nim podążyć i zapobiec szerzeniu się zniszczeń dokonywanych przez Hulka, ponieważ jako sierota czuje się przywiązany do jedynego człowieka, który mu bezinteresownie pomógł. Jednak najgorsze dopiero przed nimi, gdyż szaroskórym monstrum zainteresowali się Rosjanie – co przedstawione zostaje szczegółowo począwszy od części 3.

Tak prezentuje się zarys pierwszego w historii komiksu o Hulku. Klasyczny motyw Jeckylla i Hyde’a zostaje włożony w zagrożenie promieniotwórcze i zimną wojnę. Bruce nie chce się zmieniać nocami w szarego stwora, nie wydaje się jednak by miał jakiś wybór. Tymczasem postać Betty i jej przywiązanie do Bannera sugeruje, iż czeka nas jeszcze sporo opowieści z jej udziałem. W międzyczasie jej ojciec przysięga, że Hulk zostanie zniszczony. Motyw rosyjski kończy się natomiast nadzieją, że całe ZSRR wkrótce się skończy. Cóż, jeszcze chwilę trzeba będzie zaczekać.

Historia jest, jak to u Stana bywa, prowadzona dobrze i z wyczuciem. Rażą jedynie duże naiwności przy spotkaniu z Rosjanami, w tym Gargulcem. Wspomnę jeszcze, że Igor także okazuje się być rosyjskim szpiegiem. Poza tym wszystko napisane i narysowane jest rzetelnie.

Całość jednak, mimo, że niekwestionowanie dobra, jakoś nie zrobiła na mnie większego wrażenia, choć na pewno warto przyjrzeć się rozwojowi tej postaci, szczególnie walki, jaka zachodzi w jej wnętrzu.

Streszczenie: http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=13425
Fantastic Four #4 – maj 1962

Nadejście Sub-Marinera!
I. Śladem Pochodni
II. Wejście Sub-Marinera
III. Niech świat się strzeże!
IV. Zemsta Sub-Marinera!
V. Powrót do głębokości

Scen.: Stan Lee
Rys.: Jack Kirby

Po raz pierwszy w Srebrnym Wieku pojawia się Namor.

-------------------------------------------------------------------

W kolejnym nrze przygód czwórki bohaterów Stan postanowił nie wprowadzać nowych wrogów, lecz na nowo wprowadzić do uniwersum Marvela klasyczną postać ze Złotej Ery komiksów tego wydawnictwa (choć jeszcze pod inną nazwą), jedną z pierwszych postaci, która (obok oryginalnej Ludzkiej Pochodni i Kapitana Ameryki) osiągnęła status gwiazdy w przemyśle komiksowym. Jak już wcześniej pisałem, lata 50. ubiegłego wieku nie były przychylne dla superbohaterów, przez co większość serii o nich pozamykano. Wraz z nadejściem nowej ery jednak, Stan Lee postanowił przywrócić niektóre z postaci z powrotem do akcji, na pewno też wyciągał niektóre z nich kiedy nie miał pomysłu na całkiem nowy charakter. Tak też Fantastyczna Czwórka stawiła czoła Sub-Marinerowi, czyli księciu Atlantydy – Namorowi. Oryginalnie książę pojawił się, atakując Amerykę omyłkowo sądząc, że to USA zabija jego pobratymców. Walczy wtedy m.in. z Ludzką Pochodnią. Gdy okazuje się, że wina za zbrodnie leży po stronie nazistów i zdrajców Antlantydy dołącza do amerykańskich herosów i w grupie o nazwie Najeźdzcy (Invaders) walczy z Trzecią Rzeszą. Zdarza mu się jednak zwracać swój gniew przeciw USA. Jednym z największych wydarzeń w karierze Namora w Złotym Wieku był atak, w którym spowodował powódź i katastrofę w Ameryce, jak i przeżył monumentalny pojedynek z Jimem Hammondem - czyli oryginalnym Pochodnią.

Wróćmy jednak fo Fantastycznej Czwórki. Kontynuujemy wątek zaczęty w poprzednim nrze, otóż Johnny odszedł z F4. Reed i Sue nie mają mimo to zamiaru zostawić samego. Ben jest raczej ukontentowany, lecz Reed wypomina mu, że Pochodnia odszedł przez niego i przez jego zazdrość, że Johnny’emu samemu udało się powstrzymać Miracle Mana. I tak bohaterowie zaczynają przeczesywać miasto.

Na Johnny’ego natyka się Thing, nie ma on jednak zamiaru po prostu poprosić o powrót, wręcz przeciwnie, chce go nauczyć respektu i pokazać „kto tutaj tak naprawdę rządzi”. Zamierza więc trochę go obić. Jako, że wokół znajduje się benzyna, gdyż Johnny ukrył się w punkcie naprawy samochodów, gdzie grzebał w silnikach, Storm nie może użyć ognia. Z pomocą przychodzi mu nagła transformacja Thinga na powrót w Bena, szczęśliwy Grimm przestaje przejmować się Pochodnią, który odlatuje. Zmiana Bena jest jednak krótkotrwała i po chwili znów jest Thingiem, ku swemu rozgoryczeniu.

Johnny zatrzymuje się w schronisku dla bezdomnych aby trochę odpocząć. Tam znajduje komiks o Namorze i zastanawia się, gdzie ta legendarna postać obecnie przebywa. Jeden z bezdomnych zauważa lekturę Storma i mówi, że mają tu jednego, który ma moce niczym Namor. Próbują go zmusić do popisu, jednak ten się denerwuje i wywiązuje się bijatyka, w której tajemniczy bezdomny ma ogromną przewagę nad innymi. Johnny przerywa walkę, po to tylko aby odkryć, iż owym bezdomnym jest sam Namor cierpiący na amnezję. Storm wrzuca go do wody, z której Sub-Mariner czerpie moc, po chwili ten odzyskuje pełnię sił i pamięć, niestety jego królestwo jest zniszczone przez testy bombowe. Postanawia więc zemścić się na ludzkości i ją zniszczyć. Pozostaje więc na koniec pojedynek F4, przyzwanej przez Johnny’ego, z Namorem i jego gigantyczną bestią o nazwie, jakże odpowiedniej, Giganto.

I tak fabuła kolejnej części przygód F4 prezentuje się całkiem przyzwoicie, choć przypadkowe odnalezienie Namora jest nieco zbyt przypadkowe. Dobrym pomysłem na powrót Księcia Atlantydy jest odnalezienie go przez Ludzką Pochodnię, przez co Stan Lee stworzył paralelę do Złotego Wieku. Dodatkowo atak i motywacja Sub-Marinera również pokazane są bardzo klasycznie. Zachowanie Grimma jest bardzo negatywne, coraz bardziej pogrąża się w nienawiści do własnego wyglądu i coraz bardziej wyładować chce ją na Pochodni. Na koniec pokaże jednak, że pewna doza bezinteresowności w nim się nadal tli.

Giganto i jego atak na Nowy Jork wygląda niczym atak Godzilli na Tokio, tylko o wiele krótszy. Dopowiedzieć jeszcze trzeba, iż Namor zakochuje się w Sue Storm, co będzie powracającym wątkiem w przyszłości.

Koniec końców, kolejne spotkanie z F4 jest przyzwoite, a powrót Namora dobrym ruchem, choć mogło być bardziej monumentalnie. Z pewnością jednak usłyszymy o nim jeszcze nie raz. I oby następnym razem więcej narozrabiał i był trochę bardziej skomplikowaną postacią.

Streszczenie mojego autorstwa:  http://www.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16510