Mrok, brutalność, wszechobecne zło, szaleństwo, cierpienie, kruk. Te słowa bardzo udanie charakteryzują kultowy komiks O’Barra zatytułowany „The Crow”. Do jego popularności cegiełkę dołożyła także adaptacja filmowa, równocześnie wpływająca na podtrzymanie wiary w wyjątkowość Bruce’a Lee i jego – zmarłego na planie „Kruka” – syna Brandona. James stworzył emocjonującą i ujmującą swoją prostotą opowieść, która jako taka z łatwością przemawia do czytelników spragnionych nieco mroczniejszej i przy tym brutalniejszej komiksowej rozrywki.
OGŁOSZENIE!
Z POWODU PRAC REMONTOWYCH NA DC MULTIVERSE NIEKTÓRE LINKI ODNOSZĄCE DO RECENZJI KOMIKSÓW VERTIGO NIE DZIAŁAJĄ! BĘDĘ JE UZUPEŁNIAŁ W MIARĘ POSTĘPU PRAC NAD SERWISEM.
Nt. komiksów piszę też tutaj:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vertigo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vertigo. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 marca 2012
Strange Adventures #1-4 (Vertigo)
Miniseria „Strange Adventures” jest tematyczną antologią, związaną z ogólnie pojętą fantastyką. Różni, mniej lub bardziej znani, komiksowi twórcy przedstawiają swoje wizje na temat tego, jak powinna wyglądać krótka historia we wspomnianych ramach gatunkowych. Zanim jednak zostajemy uraczeni samymi opowieściami, mamy okazję zapoznać się z informacjami na temat niewyjaśnionych wydarzeń, jakie miały miejsce w życiu każdego, kto brał udział w pisaniu lub rysowaniu nowel do antologii. Dzięki temu przybliżone zostają nam nieco postacie scenarzystów oraz ilustratorów.
Miniseria liczy sobie cztery zeszyty, pozwolę więc sobie na krótkie omówienie poszczególnych nowel, zachowując podział zeszytowy.
http://kzet.pl/2011/11/strange-adventures.html
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Blood + Water, Vertigo, miniseria, 2009
„Blood and Water” SC
Scenariusz: Judd Winick
Rysunki i tusz: Thomas L. Coker – „Tomm Coker”
Liternictwo: Kurt Hathaway
Kolor: Sno-Cone Studios, Digital Chameleon, Jason Wright
Wydawca: Vertigo (DC Comics)
Data wydania: Październik 2009
Scenariusz: Judd Winick
Rysunki i tusz: Thomas L. Coker – „Tomm Coker”
Liternictwo: Kurt Hathaway
Kolor: Sno-Cone Studios, Digital Chameleon, Jason Wright
Wydawca: Vertigo (DC Comics)
Data wydania: Październik 2009
Wampir bowiem jest nieśmiertelny, może uprawiać seks, z kim tylko przyjdzie mu ochota, posiada szósty zmysł, bogactwo, wieczną młodość, nadnaturalną prędkość i siłę, nie musi się bać nikogo, a krzyże i wszelkiej maści religijne symbole nie czynią mu najmniejszej krzywdy. Co więcej, po nałożeniu okularów przeciwsłonecznych oraz odpowiednich kremów, jest on w stanie bez trudności kroczyć po ziemi w blasku słonecznego światła. Na dodatek wystarcza mu pożywianie się pozyskiwaną z różnorakich źródeł krwią zwierzęcą – tym samym na bok odsuwa wszelkie moralne obawy dotyczące zabijania ludzi. Świat otwiera się przed taką postacią niczym jeden, wielki plac zabaw. Wobec tego wampiryzm wydaje się być spełnieniem skrytych marzeń o nieograniczonej wolności i niekończącym się szczęściu. Na pewno Judd zdaje sobie sprawę, iż takie charakteryzowanie uderza w czułą nutę niejednego miłośnika osobników z nad wyraz długimi kłami, jak i wielu innych osób, które mniej lub bardziej skrycie pragną takiego, pozbawionego wszelkich ograniczeń życia.
Całość recenzji: http://kzet.pl/2011/08/blood-water.html
Całość recenzji: http://kzet.pl/2011/08/blood-water.html
sobota, 18 czerwca 2011
Tainted, Vertigo, 1995
Tainted
Zbrukany
Scenariusz: Jamie Delano
Rysunki: Al Davison
Okładka: Al Davison & Tatjana Wood
Kolor: Tatjana Wood
Liternictwo: Ellie DeVille
Vertigo, 1995
Protagonista komiksu ma jednak inny, naglący problem. Dziwny zapach gnicia, dziwne zachowanie jego ciała, dziwnie latające osy. Skąd to wszystko pochodzi? Powoli, odkrywając wypartą przeszłość i stłumione pragnienia, bohater będzie odkrywał źródło ich pochodzenia oraz nawrót dawnych popędów, wszak ludzie nigdy się naprawdę nie zmieniają. Sytuację dodatkowo skomplikują przypadkowe odkrycie niektórych jego słabości przez innych, próba szantażu i sadomasochistyczne relacje seksualne.
Pełna recenzja tutaj.
niedziela, 15 maja 2011
Gangland #1-4, miniseria, Vertigo
Gangland #1-4
Vertigo, 1998
Gangland jest składającą się z czterech numerów, miniserią, w ramach której zaprezentowano krótkie formy komiksowe, łączone motywem przewodnim, jakim jest zbrodnia i przestępstwa. W każdym zeszycie pojawiają 3-4 historie, w większości, uznanych twórców komiksów. Wszystkie numery poprzedzone są również krótką informacją nt. autorów, skupiającą się na ich kontaktach ze światem przestępczym. Możemy się m.in. dowiedzieć, kiedy Azzarello skradziono pierwszy samochód i za co w więzieniu siedział ojciec Doselle’a Younga.
Recenzja nru 1. tutaj.
Recenzja nru 2. tutaj.
Recenzja nru 3. tutaj.
Recenzja nru 4. tutaj.
Vertigo, 1998
Gangland jest składającą się z czterech numerów, miniserią, w ramach której zaprezentowano krótkie formy komiksowe, łączone motywem przewodnim, jakim jest zbrodnia i przestępstwa. W każdym zeszycie pojawiają 3-4 historie, w większości, uznanych twórców komiksów. Wszystkie numery poprzedzone są również krótką informacją nt. autorów, skupiającą się na ich kontaktach ze światem przestępczym. Możemy się m.in. dowiedzieć, kiedy Azzarello skradziono pierwszy samochód i za co w więzieniu siedział ojciec Doselle’a Younga.
Recenzja nru 1. tutaj.
Recenzja nru 2. tutaj.
Recenzja nru 3. tutaj.
Recenzja nru 4. tutaj.
piątek, 6 maja 2011
Accelerate #1-4 (miniseria) - Vertigo, 2000
Accelerate
Przyspieszenie
Tytuły poszczególnych nrów:
1. brak
2. I Love Living in the City (Kocham mieszkać w mieście)
3. Message from the Underground (Wiadomość z podziemia)
4. Year One (Rok pierwszy)
Miniseria: 4 nry.
Scenariusz: Richard Kadrey
Ilustracje: Pander Bros.
Liternictwo: John Workman
Kolory: Sherilyn Van Valkenburgh
Spearacje: Jamison
Vertigo, 2000
Cyberpunk niezmiennie jest popularnym nurtem, w ramach którego coraz trudniej jednak stworzyć historie zaskakujące pomysłami i nowatorskimi rozwiązaniami. Najczęstszymi składnikami mieszaniny określanej tym terminem są stechnicyzowana, komputerowa przyszłość, elementy antyutopijne, rywalizacja między zepchniętymi poza ramy „uprzywilejowanego” społeczeństwa grup ludzi odstępujących od ogólnie (i często odgórnie) przyjętej normy z jednostkami, które tę normę spełniają, narkotyk lub inny specyfik, będący z różnorakich przyczyn bardzo cenny oraz nieprzebierające w środkach wpływowe osoby, zagrażające bohaterom. Dodać do tego nawiązania do japońskiej stylistyki i nazewnictwa oraz niskobudżetowego kina spod znaku Rogera Cormana, a uzyskamy niemal pełny obraz tego, czym jest Accelerate.
Całość recenzji tutaj.
środa, 4 maja 2011
Harvey Pekar, Amerykański Splendor (komiks i film) - słów kilka(dziesiąt)
Mój felieton pt. Amerykański sen... Nam się lepiej śpi bez niego dot. Harvey'a Pekara, komiksu American Splendor oraz jego adaptacji filmowej znajduje się tutaj.
Fragment:
Oczywiste pytanie, jakie się tu nasuwa, brzmi: co należy uczynić, by zmienić pustą egzystencję, zwyczajne bycie w świecie na, mniej lub bardziej pełne, życie. Rozumiem w tym momencie życie w kategoriach filozoficzno-teologicznych, a nie czysto biologicznych. Ujmując to słowami Slavoja Žižka, „co jeśli zamachowiec samobójca w momencie śmierci jest bardziej żywy” niż pracownik archiwum próbujący najzwyczajniej w świecie wytrzymać do kolejnego dnia, wciśnięty, często nie z własnej woli, w uciążliwą rutynę codziennej machiny społecznej? Odpowiedzią jest poświęcenie się czemuś, co pozwala (lub udaje, że pozwala) odnaleźć sens lub wolność, albo rozpoczęcie działalności w obrębie sztuki, która stwarza podobną obietnicę. Harvey postanawia połączyć bycie w świecie i sztukę, czego wynikiem jest komiks o zwykłej egzystencji jego samego w otoczeniu „przepychu” oferowanego jednostkom takim jak on. Wydaje się przy tym, że jednym z największych artystycznych osiągnięć Pekara, poza uzyskaniem określonych walorów samego komiksu, jest tytuł, jaki swemu dziełu nadał, co będzie wyjaśnione po krótkiej dygresji.
Oczywiste pytanie, jakie się tu nasuwa, brzmi: co należy uczynić, by zmienić pustą egzystencję, zwyczajne bycie w świecie na, mniej lub bardziej pełne, życie. Rozumiem w tym momencie życie w kategoriach filozoficzno-teologicznych, a nie czysto biologicznych. Ujmując to słowami Slavoja Žižka, „co jeśli zamachowiec samobójca w momencie śmierci jest bardziej żywy” niż pracownik archiwum próbujący najzwyczajniej w świecie wytrzymać do kolejnego dnia, wciśnięty, często nie z własnej woli, w uciążliwą rutynę codziennej machiny społecznej? Odpowiedzią jest poświęcenie się czemuś, co pozwala (lub udaje, że pozwala) odnaleźć sens lub wolność, albo rozpoczęcie działalności w obrębie sztuki, która stwarza podobną obietnicę. Harvey postanawia połączyć bycie w świecie i sztukę, czego wynikiem jest komiks o zwykłej egzystencji jego samego w otoczeniu „przepychu” oferowanego jednostkom takim jak on. Wydaje się przy tym, że jednym z największych artystycznych osiągnięć Pekara, poza uzyskaniem określonych walorów samego komiksu, jest tytuł, jaki swemu dziełu nadał, co będzie wyjaśnione po krótkiej dygresji.
sobota, 30 kwietnia 2011
The Mystery Play - oneshot - Vertigo
Tytuł: The Mystery Play
Scenariusz: Grant Morrison
Ilustracje: Jon J Muth
Liternictwo: Todd Klein
Vertigo 1994
Misteria były zawsze odgrywane w miastach i wioskach, jako celebracja historii chrześcijaństwa. Jednak proces sekularyzacji sprawił, iż ta tradycja zaczęła zanikać, aż ustała. Jak się jednak okazuje nie przestała istnieć całkowicie. Grant Morrison i Jon J Muth zabierają czytelnika do małego miasta, w którym, by odnowić ducha wspólnoty zostaje przywrócony zwyczaj wystawiania misteriów. Niestety nie wszystko przebiega zgodnie z planem. W trakcie spektaklu, aktor wcielający się w postać Boga zostaje zabity, a podejrzenie o dokonanie zabójstwa pada na „Lucyfera”. Wraz z przybyłym do miasteczka detektywem, czytelnik wkracza w gęstą sieć posądzeń i oskarżeń.
Całość recenzji znajduje się tutaj.
sobota, 9 kwietnia 2011
100% (#1-5) - Paul Pope, Vertigo
Paul Pope buduje historię, w której każdy bohater uświadamia sobie konstytuujący go/ją brak. Świadomość braku wymaga uzupełnienia luk, lecz postaci nie są w stanie zrobić tego samodzielnie, szukają więc zewnętrznego innego. Związek ma tutaj za zadanie nie tyle sprawić postaciom przyjemność i zagwarantować spełnienie, w tym spełnienie seksualne, ile jest on obietnicą scalenia dwóch „wybrakowanych” podmiotów w jeden pełny. Dzięki partnerstwie bohaterowie mają pokonać swoje ograniczenia. Nigdy nie jest jednak tak, że inny niczym idealna część puzzle pasuje do i wypełnia luki szukającego go podmiotu.
Tak też postaci w komiksie, próbują, z większym lub mniejszym powodzeniem, stworzyć udany związek. Lecz ważniejszym od niego jest, by nawet z nieudanych relacji wysnuwać konstruktywne wnioski i korzystać z lekcji, jakich udzielają.
-----------------------------------------------------
W związku z działalnością na DC Multiverse streszczenia i recenzja miniserii Paula Pope'a pt. 100% pojawiły się tutaj: http://www.dccomics.com.pl/Seria/336
wtorek, 1 marca 2011
Kill Your Boyfriend (Vertigo) - recenzja
Hey f*cker! It's UPDATE time!: Przeredagowana wersja recenzji pojawiła się tutaj: http://www.dccomics.com.pl/Oneshoty/killyourboyfriend#header_main
Kill Your Boyfriend
Zabij swojego chłopaka
Scenariusz: Grant Morrison
Rysunki: Philip Bond
Tusz: Philip Bond i D'Israeli
Kolory: Daniel Vozzo
Liternictwo: Ellie DeVille
Specjalne podziękowania dla: Alison Harries
Oryginalny design: Rian Hughes
Nienawidzę szkoły
Ponownie Grant Morrison zagościł w Czarnej Dziurze, tym razem jednak z komiksem bardziej anarchistycznym niż poprzednio. Kill Your Boyfriend również ukazał się w ramach inicjatywy Vertigo Voices i był drugą (po Face omawianym wcześniej) powieścią graficzną w tej serii.
Historia skupia się początkowo na sfrustrowanej dziewczynie, uczennicy liceum, która jest, wydawałoby się, wzorem do naśladowania. Jest miła, ładna, dobrze się uczy, nie pije alkoholu, nie używa narkotyków, ma, wydawałoby się, porządnego chłopaka. Ale to komiks Granta Morrisona, prawda? Tutaj trzeba skupić się na „wydawałoby się”. Dziewczyna w swych marzeniach zabija wszystkich wokół, ubrana w skąpy strój, więcej odsłaniający niż zasłaniający. Jej rodzice nie potrafią się ze sobą, nie mówiąc już o córce, porozumieć. Do tego dochodzi niespełniona seksualność jej ojca, który zdradził matkę. I lubi pisma erotyczne. Jej chłopak zaś, gdy nikt nie widzi, masturbuje się potajemnie oglądając filmy pornograficzne. Czym więc zajmuje się teraz Morrison? Tłumionymi emocjami i pragnieniami.
W tym miejscu pojawia się chłopak, który niczego nie udaje. Udaje mu się za to ściągnąć na siebie uwagę naszej dziewczyny, która natychmiast wchodzi z nim w związek, zaczyna pić alkohol, nie stronić od używek, a nawet nie mieć nic przeciw zabijaniu. Swojego chłopaka na przykład.
O czym więc jest ten komiks? O dwóch, w gruncie rzeczy sprawach. O tłumieniu prawdziwych emocji, o wyciszaniu własnych pragnień. I o skutkach, gdy ośmielimy się działać tak, by je realizować. Tutaj z kolei pojawia się zasadniczy problem: czym są pragnienia? I czy naprawdę są nasze?
Zanim jednak o pragnieniach, kilka słów o męskim bohaterze. Chłopak jest socjopatą. Otwiera do dla nas furtkę, dzięki której możemy spojrzeć na wiele spraw. Społeczeństwo i zależności między ludźmi w tymże opiera się na serii gestów, słowach, z których wszystkie pełnią funkcję symboliczną, czy też, ujmując to słowami Żiżka, opiera się na „wymianie symbolicznej”. Żiżek posiłkuje się tutaj następującym przykładem: „Kiedy po ostrej rywalizacji z moim najbliższym przyjacielem o awans w pracy to akurat ja dostaję tę posadę, powinienem zaproponować mu, że zrezygnuję, a on z kolei powinien odrzucić moją propozycję” (Slavoj Żiżek, Lacan. Przewodnik Krytyki Politycznej, tłum. Julian Kutyła, wyd. 2 rozszerzone, Warszawa 2010, s. 30.). Jest to więc wspomniana „wymiana symboliczna” w czystej postaci. Aby utrzymać nasze relacje (społeczne) jako przyjaciół, symbolicznie zrzekam się dla niego posady, o którą się starał mój przyjaciel, a on symbolicznie odrzuca ofertę „pozwalając” mi sprawować nowo otrzymaną posadę. Co się jednak stanie, gdy przyjaciel przyjmie tę ofertę? Zburzy porządek symboliczny, zniszczy więzy społeczne (między nami). Takim przyjacielem jest właśnie chłopak z Kill Your Boyfriend, on ma czelność brać wszystko na poważnie, nie rozumie, że wiele gestów odbywa się tylko dla samej interakcji, a nie po to by brać je na serio. Czyni go to więc stuprocentowym socjopatą. Chcesz zabić chłopaka? No to zabijamy!
Przy czym trzeba też zaznaczyć, iż bohaterka komiksu odkrywa w sobie także socjopatyczne skłonności, tyle, że ona potrafi skuteczniej przybierać maskę „normalnej” osoby, co jest najlepiej widoczne w ostatniej scenie komiksu.
Same pragnienia jako takie nie są tematem Kill Your Boyfriend, natomiast warto zatrzymać się chwilę przy nich. Początkowo pragnienia bohaterki są pragnieniami innych, których stara się zadowolić. Uczenie się, grzeczne zachowywanie – są spełnieniem pragnień innych. Chłopak pokazuje jej inną drogę: chcesz czegoś? Zrób to, nie patrząc na innych. I dziewczyna zaczyna spełniać inne pragnienia. Ale, nigdy nie jest tak, że nasze pragnienia są naszymi pragnieniami, to są zawsze pragnienia innego (lub Innego). Dziewczyna więc wcale nie zaczyna realizować własnych pragnień, lecz pragnieniem chłopaka, z którym się związała. Analogiczna sytuacja zachodzi w przypadku bohatera, on, wydaje się, realizuje swoje fantazje, lecz tak naprawdę są to pragnienia dziewczyny. Oczywiście w obu przypadka są to fantazmatyczne scenariusze tego, co naprawdę się oczekuje od nas, a nie realna wiedza na temat tych oczekiwań.
Nie sądzę jednak, iż kwestia odczuwania pragnień była przez Morrisona poruszona w ujęciu, jakie przedstawiłem w poprzednim akapicie. Grant skupia się bardziej na destrukcyjnej (dla jednej osoby) ścieżce, jaką obrali bohaterowie oraz na ich miłości. Czy czymś, co wg nich jest miłością. Realizują oni własne fantazje, całkowicie porzucając moralność w ogólnie przyjętym jej postrzeganiu, lub, patrząc na to z innej perspektywy, przyjmując model moralności rozwinięty przez utylitarystów, przy czym bliżej do niego ma dziewczyna niż chłopak.
Największy jednak problem mam z wydźwiękiem komiksu. Staje się on (niemal) apoteozą tego typu zachowania. Jeśli zaś nie apoteozą, to na pewno też i nie potępieniem. Morrison wydaje się jednak, mniej lub bardziej świadomie, sympatyzować ze swoimi bohaterami. Nie jest tak, że rozumie ich, lecz nie ocenia. Czytając komiks odnoszę wrażenie, że delikatnie pokazuje, że to droga, którą obierają nastolatkowie jest słuszna. Na pewno zaś, na swój sposób, zabawniejsza. Oczywiście jest to humor czarny, okraszony trupami, chaosem i bólem.
Morrison w posłowiu przywołuje następującą scenkę: dziecko pyta ojca, dlaczego zawsze dobrzy ludzie muszą umierać? Ojciec odpowiada: cóż, sądzę, że tak jest zabawniej synu. Czy życie jest więc jedynie czarnym dowcipem, z którego śmiać się mają jedynie ci, którzy przekroczą porządek symboliczny? Oceńcie sami po przeczytaniu Kill Your Boyfriend.
czwartek, 17 lutego 2011
The Filth #1-13 (Vertigo) - recenzja
I. oni kontra my
Ale tu brudno. Wręcz plugawo.
Cały brud z tylnych części świadomości wypływa na karty maxiserii Granta Morrisona, gdy zwykły miłośnik kotów i pornografii okazuje się być uśpionym agentem tajnej organizacji, zajmującej się zwalczaniem brudu i plugastwa tego świata.
II. doskonała ofiara
Dalej nie posprzątane.
Anty-persony, psychosobowości wylewające się nosem, świat w kupce śmieci, szympansi snajper-komunista, psychodeliczne stroje, czarna sperma o specjalnych właściwościach. Czasem też zalatuje Cronenbergiem, tym starszym, z czasów Nagiego lunchu czy Videodrome. Morrison nie oszczędza umysłu, tak swojego, jak i czytelnika. Jest tu wszystko, czego można od niego oczekiwać. Jest surrealistycznie, absurdalnie, groteskowo, niesmacznie, anarchistycznie, schizofrenicznie i metafizycznie naraz. I biologicznie.
III. struktury i ultrastruktury
Coś tu się rozkłada.
Rozkłada się świat. Zalewany kolejnymi tonami odpadków. Plugawych odpadków. Choroby, zboczenia, śmieci, żądze, niskie pobudki i wysokie sterty nieczystości. Dłoń się jednak tym zajmie, a z nimi ich najlepszy agent, który sam nie wie czy naprawdę jest ich agentem. A może jest czymś zgoła innym. Być też może, że jest wszystkim, czym wydaje mu się, że jest naraz.
IV. gówno się zdarza
Proces gnilny.
Łatwo dopatrzeć się w tej otchłani zdziwaczałych plugawości myśli przewodniej. Ktoś musi sprzątać nasz brud, brud, który narasta i narasta. Którego niedługo, być może, nie będzie dało się uprzątnąć. Potrzeba wzmocnienia systemu odpornościowego człowieczeństwa, społeczności, świata, każdego z nas. Nawet najmniejszy odruch dobrej woli może zatrzymać proces gnilny.
V. pornomancer
To skoro jest tak obrzydliwie, może masz ochotę na seks?
Morrison nie szczędzi też erotyki i odniesień do pornografii, trudno jednak mówić o jakichkolwiek próbach stymulowania czytelnika. Porozrzucane pisma, oskarżenia o pedofilię, latająca sperma – to tylko kolejny element świata brudu. Wypełza i przejmuje kontrolę.
VI. świat andersa klimakksa
Antypersona zerżnie Cię od tyłu!
Wynikiem czego jest to komiks dość agresywny wizualnie i fabularnie. W dodatku jest również intensywny, a bohaterów nie zawsze można lubić. Trudno się też z nimi utożsamiać. Nie żeby nikt nie oglądał pornograficznych filmów ze swoim kotem, lecz wejście w świat Morrisona niesie ze sobą doznania zbyt niestabilnej psychiki postaci.
VII. demokracja zero
To kto jest kim, i czy na pewno?
Również nie ma pewności czy to, co widzi główny bohater istnieje. Można przyjąć dwie interpretacje tej kwestii i obie są zupełnie uzasadnione. Wszystko może być prawdą, wszystko może być omamem chorego umysłu. Wszystko może być wszystkim lub niczym, albo wszystkim i niczym jednocześnie.
VIII. pie#%!yć policję
Czy aby nie topimy się we własnych odchodach?
Ale pisząc te słowa, chyba za daleko się zapędzam. Mam wrażenie, że cały komiks nieco przeceniam. W gruncie rzecz, odkładając wszystko na bok, mamy tutaj specyficzną historię o śmietnisku tego świata, ważności jego sprzątania, która zawiera w sobie podwójny świat związany z głównym bohaterem. Wczytując się w opowieść nie da się nie zauważyć, że jest to ostatecznie dość prosta historia, opowiedziana w przesadnym, psychodelicznym stylu, który zmusza nas do kontestowania własnych przyzwyczajeń. Tak treścią, jak i formą.
IX. wewnątrz dłoni
A może by ruszyć ten brud z miejsca?
Morrison chciał (chce?) by na podstawie komiksu powstał film. Bruce Willis i Mickey Rourke mieliby dostać główne role. Niestety nie udało się chęci owych zrealizować, a szkoda. Taka wizja zasługuje na proliferację.
X. bóg stworzony przez człowieka
Na koniec powiem, że jestem fanem The Filth i lekturę tego komiksu bardzo sobie cenię. Nie jest to kamień milowy tego medium, lecz jest to chyba najlepsze dzieło Granta Morrisona. Jak i zakończenie trylogii: Flex Mentallo, The Invisibles, The Filth. Godne zwieńczenie całości.
XI. bardzo angielskie załamanie nerwowe
„Zmienna i niepewna natura bardo stawania się, może być również źródłem wielu możliwości uwolnienia się, podatność umysłu w bardo może stać się naszą przewagą. Wszystko, co musimy zrobić to zapamiętać nasze instrukcje; wszystko, czego trzeba, to jedna pozytywna myśl skacząca w nasz umysł... wtedy sama ona może nas uwolnić.”
Sogyal Rinpoche – Tybetańska księga życia i umierania.
„Jest to sekret zmiennej substancji, która spada z najwyższego miejsca do najciemniejszych otchłani, gdzie oczekuje wyzwolenia. Lecz nikt nie wskoczy w te otchłanie by, przez swą własną transformację w ciemności i przez udrękę ognia, uratować swego króla. Nie mogą usłyszeć głosu króla i myślą, że jest to chaotyczny ryk destrukcji. Morze (mare nostrum) alchemików jest ich własną ciemnością, nieświadomością. Na swój sposób Epiphnus właściwie zinterpretował „tarapaty głębokości” jako „materię zrodzoną z umysłu, czarne refleksje i błotniste myśli grzechu...”
C. S. Jung – Studia alchemiczne.
„Chciałbym być kimś innym i nie wiedzieć gdzie byłem...”
Noel Gallagher – Shakermaker.
XII. schizotyp
„Dzieci muszą być czasem chore. W ten sposób budują system obronny... W ten sposób budują siłę. Zbyt mocnio faszerowane lekami, zbyt mocno chronione, sztucznie wychowane amerykańskie dzieci są jednymi z najbardziej chorych, alergicznych, astmatycznych, cierpiących na nadwagę dzieci w cywilizowanym świecie. Jest w porządku, jeśli raz na jakiś czas zachorujesz; daje to ciału szansę na użycie własnych mechanizmów obronnych, jak gorączka, stan zapalny, kaszel i katar. Te symptomy nie są chorobą. Są tylko znakami, że ciało próbuje skutecznie odzyskać swoją równowagę. Atak na te symptomy jest walką z samym ciałem, przez co trudniej powraca się do stanu normalnego zdrowia. Ciało, któremu pozwoli się leczyć samemu będzie bardziej prężne, bardziej ODPORNE w przyszłości. To jest rodzaj oporu, który chcemy.
To, co nazywamy chorobą jest bardzo często sposobem Natury na pozbycie się trucizn ciała.”
Tim O’Shea
XIII. oni kontra my
1. Cuchnący lub odrażający brud; odpadki.
2. Ekstremalna fizyczna lub moralna nieczystość; zanieczyszczenie.
3. Wulgarność i obsceniczność, też w języku.
4. Slangowe określenie policji.
Scenariusz: Grant Morrison
Ilustracje: Chris Weston
Tusz: Gary Erskine
Tusz: Gary Erskine
08.2002-10.2003
wtorek, 15 lutego 2011
Face: Beauty is Only a Scalpel Away (Vertigo) - recenzja
Face: Beauty is Only a Scalpel Away
Twarz: Piękno jest tylko o skalpel stąd
Scenariusz: Peter Milligan
Ilustracje: Duncan Fegredo
Komiks wydany w ramach Vertigo Voices w styczniu, 1995 roku.
Vertigo Voices było inicjatywą Vertigo, w której artyści mieli niemal nieograniczoną swobodę twórczą w kreowaniu one-shotów. Inicjatywa była krótkotrwała liczyła 3 komiksy, lecz w Vertigo ukazuje się dość duża ilość powieści graficznych, więc zakończenie jednej serii nie jest powodem do narzekań.
Co byłbyś/byłabyś w stanie zrobić dla stania się pięknym/piękną? Czym jest piękno? Co jest piękne? Czy kubizm jest piękny? A twarz kubistyczna? Twoja twarz?
Peter Milligan atakując nas już od pierwszej strony agresywnym obrazowaniem, przedstawia nam młodego, ambitnego i zdolnego chirurga plastycznego, który wyobraża sobie wykonywanie zabiegów przez siebie na własnej twarzy. Jego mania plastycznej chirurgii sięga dalej niż on sam jest się w stanie przyznać. Przed ślubem upiększył swoją żonę, którą namawia na kolejne operacje, na pierwszy rzut oka potrafi rozpoznać różnorakie modyfikacje wśród ludzi wokół siebie. Niestety nie obywa się bez kryzysów i problemów. Splot wydarzeń rzuca bohatera wraz z żoną na odseparowaną od świata wyspę, która należy do ekscentrycznego artysty na emeryturze i jego lokaja. Operacja plastyczna ma być wykonana na malarzu, opętanym widmem zmarłej ukochanej. Jego twarz ma stać się sztuką godną współczesnych czasów, artystą nowoczesnym ma być chirurg. Odchodząc z neoklasycystycznej chirurgii ma przejść w chirurgię kubistyczną.
Face okazuje się być nastrojowym dreszczowcem, w którym tajemnica z przeszłości, nieznane intencje bohaterów mieszają się z dyskusjami nt. sztuki i idei piękna. Nie brak zaskakujących zwrotów akcji, frustracji, paranoi i mocniejszych scen, na czele z finałem historii. Niestety Milliganowi zabrakło teoretycznego zacięcia. Dysputy o sztuce i estetyce są zaledwie otarciem się o tę niezwykle obszerne zagadnienie. Jest to największa wada komiksu, mógł on się stać świetnym zderzeniem poglądów estetycznych, rozważań nad naturą sztuki, życia etc. Jednak po wszystkim tak naprawdę pozostaje dreszczowiec, który nie do końca utrzymuje ciężar narzucony mu w połowie historii. Akcja i intryga pod koniec przejmują główną rolę i niewiele zostaje z prób definiowania poruszonych wcześniej idei.
Sama intryga zaś, abstrahując od teorii estetyki, jest zajmująca, trzyma w napięciu, może też zaskoczyć rozwiązaniem fabularnym. Jednakże ona również cierpi na podobną wadę, co rozważania estetyczne. Powolne budowanie napięcia kończy się tak naprawdę wraz z końcem dyskusji. Potem akcja nabiera rozpędu układając wszystkie części układanki, na chwilę tylko zwalniając przy fabularnych transpozycjach, dodatkowo próbując oscylować wokół agresywnego oniryzmu, do którego kontrybuują ilustracje będące mocno realistyczne, lecz równocześnie rozmazane krawędzie i nie do końca wyraźne szczegóły sprawiają lekko odrealnione wrażenie.
Ostatecznie komiks mnie jednak rozczarował. Miałem nadzieję, że w recenzji będę mógł sobie pozwolić na omawianie poruszonych idei estetycznych, na polemikę, komentarz, własne rozważania. Nic z tego. Powierzchowność dyskusji nie pozwala na wyciągnięcie zbyt daleko idących wniosków, lecz sam postawiony problem jest intrygujący. Nie chodzi o samą ideę piękna, a o chirurgów plastycznych. Czy są oni artystami? Żeby na to odpowiedzieć, trzeba się cofnąć do innego pytania. Czy zadaniem sztuki jest tworzenie piękna? Ponownie jesteśmy odesłani do innej kwestii, mianowicie do kwestii tego, czym owo piękno jest? Nie mówiąc już o pominięciu kwestii zadania (i istoty) sztuki. Używając przykładów z komiksu, w końcu o nim staram się pisać, czy kubizm jest piękny? Jeśli tak czy gdybyśmy spotkali na ulicy człowieka wyglądającego na wyciągniętego z obrazu Picassa, uznalibyśmy go za pięknego? Sądzę, że nie jest to wykluczone, trzeba jednak wejść w wyższe stopnie odczuwania sztuki, jak i poświęcania się dla niej. Akceptujemy widok na obrazie, gdy jest on tylko na płótnie, lecz tego samego nie chcemy zaakceptować w życiu. Czy wejście na kolejny poziom odczuwania i tworzenia sztuki nie zakładałoby uczynienie nią życia? Własnego ciała? Czy przez modę, stroje, makijaże, tatuaże etc. już tego nie robimy? I, co więcej, czyż chirurgia plastyczna nie została w to włączona? Nasuwa mi się w tym momencie na myśl Genesis P-Oriddge, który przez wiele lat modyfikował swoje ciało. Czy zmienił je w dzieło sztuki? Opinie są podzielone, lecz jeśli tak, to wtedy nic nie stoi na przeszkodzie by uznać chirurga plastycznego artystą, który miast rzeźbić w marmurze, rzeźbi w ludzkim ciele. Póki co chirurg jest bardziej narzędziem aniżeli świadomym swego dzieła, może w przyszłości pojawią się ludzie, którzy wykorzystają tę gałąź medycyny do świadomego przeobrażania ludzkich ciał z twory surrealistyczne, które będziemy oglądać w galeriach sztuki współczesnej. Tak naprawdę nie jest to tak odległe. Ani nie jest to temat, który by się już wielokrotnie nie pojawiał, tak w twórczości fabularnej, jak i życiu.
Komiks oczywiście na żadne pytanie nie udziela odpowiedzi. Nie wiadomo czy mógłby. Odpowiedź jest w nas i świadczy o naszym postrzeganiu życia i sztuki, a nie o samym życiu i samej sztuce. Warto się zastanowić, warto Face przeczytać, choć nie jest to lektura, zajmująca m
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















