OGŁOSZENIE!

Z POWODU PRAC REMONTOWYCH NA DC MULTIVERSE NIEKTÓRE LINKI ODNOSZĄCE DO RECENZJI KOMIKSÓW VERTIGO NIE DZIAŁAJĄ! BĘDĘ JE UZUPEŁNIAŁ W MIARĘ POSTĘPU PRAC NAD SERWISEM.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 marca 2012

Daredevil - omówienie postaci (Marvel Comics)




Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku to okres, w którym rodziły i rozwijały się nowe, niespotykane dotąd idee w komiksie superbohaterskim. Za tymi nowatorskimi pomysłami stało wydawnictwo Marvel, którego legendarny scenarzysta i redaktor – Stan Lee – tworzył lub współtworzył kolejne postacie, zdobywające niemal natychmiastowy rozgłos i popularność, i skutecznie rywalizujące z herosami pochodzącymi z dominującego na rynku superbohaterskim wydawnictwa DC.


Historia Daredevila rozpoczyna się w kwietniu 1964 roku. Przed nim na kartach serii Domu Pomysłów pojawili się już Fantastic Four, Ant-Man (który później przeobraził się w Giant-Mana), Thor, Iron Man, Spider-Man, Hulk, Doctor Strange i mutanci tworzący X-Men. Każda z serii prezentowała uniwersum z nieco innej perspektywy. „Fantastyczna Czwórka” eksplorowała odległe planety i była nastawiona na science fiction, Thor zwiedzał siedzibę nordyckich bogów i komiksom z nim bliżej było do fantasy, podczas gdy Spider-Man borykał się nie tylko z kolorowymi superzłoczyńcami, lecz również, jeśli nie przede wszystkim, z problemami typowego nastolatka. Ten ostatni heros pod wieloma względami przypomina Daredevila. Nie jest więc dziwne, że już w drugim numerze swej własnej serii Śmiałek zmierzył się z oponentem Człowieka-Pająka, Electro, a niedługo potem spotkał się z samym Ścianołazem, by razem z nim rozwiązać kryminalną zagadkę i wymienić przy tym kilka ciosów.

Omówienie postaci Moon Knighta (Marvel Comics)


W sierpniu 1975 roku istoty wyjęte z kart i taśm grozy szalały na dobre w uniwersum Marvela. Jedną z nich był znany miłośnikom Domu Pomysłów wilkołak, pojawiający się w swojej własnej serii „Werewolf by Night”. W trzydziestym drugim numerze, wydanym we wspomnianym miesiącu, likantropiczny stwór musiał zmierzyć się z nowym wrogiem, który narodził się w głowach Douga Moencha oraz Dona Perlina. Był nim nie kto inny, jak Moon Knight. Księżycowy rycerz okazał się nadspodziewanie popularną postacią, dostał więc szansę na rozwój na łamach „Marvel Spotlight” #28-29. Następnie posypały się występy gościnne w „Spectacular Spider-Man”, „Marvel Two-in-One” oraz w „Defenders”. Popularność nie malała, w wyniku czego nowy heros mógł poszczycić się własnym panelem w „Hulk! Magazine”, jak i w „Marvel Preview”. Jego solowe występy pisane przez Moencha, opowiadały trzymające w napięciu historie, a spotkanie z psychopatycznym mordercą pielęgniarek, który okazał się bratem Moon Knighta, było doskonałym pomysłem i jedną z ciekawszych opowieści o herosie w ogóle. Nic więc dziwnego, iż w końcu nadszedł czas na własną serię.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Tomb of Dracula - omówienie serii

Jako że prawa autorskie do postaci Drakuli nie należały w 1971 roku do nikogo, a sam krwiopijca był postacią o wciąż niesłabnącej popularności (filmy ze studia Hammer o hrabim wciąż nawiedzały kina), wybór bohatera komiksu wampirycznego okazał się prosty. Do rysowania krwawych historii grozy miał być przydzielony Bill Everett. Jednakże Gene Colan, od samego początku bardzo przychylny inicjatywie i wyrażający chęć uczestnictwa w tejże, pokazał Stanowi Lee swoją wizję wyglądu transylwańskiego arystokraty. Dzięki niej to właśnie Colan otrzymał tak przez niego pożądane pozwolenie na ilustrowanie serii. Jego też pomysłem było wzorowanie aparycji Drakuli na osobie Jacka Palance’a, który to rok po starcie komiksowej serii zagrał hrabiego w produkcji telewizyjnej. Gene pozostał rysownikiem „Tomb of Dracula” aż do końca wydawania tytułu w 1979 roku.

Niestety, pojawiły się problemy ze scenarzystą. Początkowo obowiązki te przypadły w udziale Gerry’emu Conwayowi, który już wtedy miał na koncie udane historie superbohaterskie dla Marvela. Nie radził sobie jednak z tematem nazbyt udanie, więc już od trzeciego numeru serię przejął Archie Goodwin, a zaraz po nim w numerze piątym, Gardner Fox. Problemy ze stałym scenarzystą znikły, gdy od siódmego spotkania z Drakulą Marv Wolfman na stałe przejął pieczę nad fabularną stroną komiksu. Rozwijał on stopniowo postać wampira, sprawiając, iż Drakula do dziś jest jedyną postacią z uniwersum Marvela o statusie negatywnej, która cieszyła się własnym tytułem przez aż siedemdziesiąt numerów. Dodatkowo w latach 1973-75 równolegle wydawano magazyn „Dracula Lives!”.

Całe omówienie serii znajduje się tutaj: http://kzet.pl/2011/08/tomb-of-dracula.html

środa, 3 sierpnia 2011

Must read: X-Men - 3 historie z początków mutantów.


Z okazji premiery filmu "X-Men: First Class" Avalon przygotował sporo atrakcji na swojej stronie. Jedną z nich było wybranie listy najważniejszych lektur dot. X-Men, czyli must read. Pierwsze 10 pozycji obejmuje nowszą historię mutantów Marvela, natomiast dodatkowy bonus, napisany przeze mnie, skupia się na trzech najważniejszych opowieściach z samego początku działalności homo superior.

Po kolei więc.

"Uncanny X-Men" #4

W pierwszym nrze serii zadebiutował najsłynniejszy oponent grupy mutantów, lecz dopiero w 4. nrze stworzył on swoją własną grupę nazwaną Brotherhood of Evil Mutants. Czwarte spotkanie z X-Men jest również ważne z innych przyczyn. Tutaj bowiem debiutują Scarlet Witch i Quicksilver, późniejsi członkowie Avengers oraz X-Men. Scarlet Witch w przyszłości doprowadzi także niemal do wyginięcia mutantów. Co więcej poznajemy tutaj także pierwsze szczegóły z jej przeszłości. Ponadto swój pierwszy występ w komiksie mogą odnotować również Toad i Mastermind.

Oprócz ważnych debiutów, jest to komiks ze sprawnie i interesująco opowiedzianą fabułą, która robi świetny użytek z mutanckich mocy swych protagonistów. Iluzoryczna armia Masterminda, prędkość Quicksilvera oraz umiejętności innych członków Braterstwa Złych Mutantów odnajdują swój użytek zawsze kiedy jest na to miejsce, skutecznie przeciwstawiając się członkom X-Men. Co więcej, należy zwrócić uwagę na fakt, iż Magneto odnosi tutaj niemal zwycięstwo nad swymi przeciwnikami, co jest w tej serii novum. Superbohaterowie wpadają w jego pułapkę i jedynie sumienie jednego z ich wrogów sprawia, że uchodzą z tego komiksu z życiem.

Motyw Braterstwa będzie jeszcze kontynuowany w serii, z przerwą, do nru 11. i przewiną się przez niego postaci Bloba, Sub-Marinera i Unusa. Tym samym czwarty nr „X-Men” jest ważnym komiksem, dzięki wprowadzeniu ważnych postaci, klasycznej drużyny przestępczej oraz nowego, wielokrotnie powracającego wątku.

"Uncanny X-Men" #12-13

Juggernaut atakuje! Jeden z najpotężniejszych oponentów X-Men, przyrodni brat Charlesa Xaviera pojawia się po raz pierwszy i od razu rzuca cień porażki na grupę herosów. Dwuczęściowa historia trzyma w napięciu, gdy potężny wróg niszczy każdą obronę X-Men nieustannie zbliżając się do znienawidzonego brata, a Xavier opowiada swoją i Juggernauta genezę. W finale zaś otrzymujemy wyczerpujące sceny akcji i gościnny udział Human Torcha, który pomaga kolegom-mutantom.

O tym komiksie napisać można krótko. Doskonale stopniująca napięcie historia, debiut Juggernauta, odkrycie przeszłości Profesora X – konieczna lektura.

"Uncanny  X-Men" #14-15

X-Men zawsze mieli wpisany w swoją egzystencję strach człowieka przed nieznanym. Uprzedzenia, próby eksterminacji, rasizm – z tymi niematerialnymi przeciwnikami wychowankowie Charlesa Xaviera musieli staczać cięższe boje niż z przeciwnikami z krwi i kości. Mimo że wątek nieprzychylności ludzi wobec mutantów pojawiał się już wcześniej, najsilniej w X-Men #8, to dopiero w trzyczęściowej historii opowiedzianej na łamach nrów 14-16. strach i nienawiść skierowane w stronę homo superior stają się decydującą siłą napędową fabuły. Motywują one znanego, posiadającego wielką renomę naukowca do stworzenia Sentinelów, inteligentnych robotów, mających chronić rasę ludzką. Okazują się one jednak bezlitosnymi narzędziami do eksterminacji, które wymykają się stwórcy spod kontroli.

Osoba o wielkiej renomie, która wykorzystuje media by zniszczyć „źródło zła” tego świata, gdy pojawia się w komiksie zawsze kojarzy mi się z postacią Fredrica Werthama, motyw stworzenia istot wymykających się spod kontroli nasuwa skojarzenia z „Frankensteinem” – całość więc staje się przypowieścią o niewłaściwym wykorzystaniu autorytetu, nadużywaniu władzy, złych skutkach fanatyzmu i bezpodstawnej nienawiści, co w dalszym planie konotuje z uprzedzeniami rasowymi. Na szczęście pojawia się nadzieja. Konstruktor bezdusznych maszyn odkrywa błędy swego postępowania, za późno jednak by nagła iluminacja mogła uratować jego samego.

Posiadająca swoją, dość poważną wymowę, historia została opowiedziana w przyjemnym, rozrywkowym stylu nie epatując moralizatorstwem. Stanowi dzięki temu klasyczną pozycję w historii rodzenia się nienawiści ludzi oraz prezentuje po raz pierwszy Sentilneli, którzy jeszcze nie raz powrócą by zagrozić X-Men oraz innym postaciom z uniwersum Marvela. 

Pełna lista znajduje się tutaj: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showPub&pub=804 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Marvel Graphic Novel #26: Dracula: A Symphony in Moonlight and Nightmares, Marvel, graphic novel, 1987

„Dracula: A Symphony in Moonlight and Nightmares” SC – Marvel Graphic Novel #26
Scenariusz i ilustracje: Jon J. Muth
Wydawca: Marvel
Data wydania: 1987

Przede wszystkim ani przez chwilę nie możemy wątpić w zagrożenie, jakim niewątpliwie jest tytułowa postać. Staje się ona uosobieniem samej grozy, częściej uczuciem aniżeli fizycznym niebezpieczeństwem. Poznając fabułę z opowieści Lucy, Miny czy, klasycznie dla większości adaptacji, kapitana statku Demeter, mającego nieszczęście transportować hrabiego, stajemy się świadkami niezwykłego wpływu, jakiego wampir wywiera na otoczenie. Niewyartykułowane zagrożenie i irracjonalny, jak wydaje się niektórym postaciom, strach, budują atmosferę niesamowitości i sennego koszmaru, stanowiącą największą zaletę powieści graficznej. Już cytat otwierający prolog sugeruje oniryczny wymiar opowieści. Wampir stanowi dla innych lukę w rzeczywistości, przez którą wyziera świat ponadnaturalny lub, ujmując to inaczej, pełnia rzeczywistości niedostrzegalna dla większości. Jest to widoczne szczególnie pod koniec, gdy w umyśle Lucy wyobrażony wizerunek Drakuli napotyka realne przymioty księcia ciemności, natychmiastowo odmieniając jej punkt widzenia. Natomiast wampir jest, na co kieruje nas użyty cytat z Shopenhauera, drapieżcą, który dąży do nasycenia swego głodu, nie wiedząc i nie mając możliwości zyskania wiedzy, że chwila zaspokajania jest równoznaczna z przybliżeniem nadchodzącej zagłady.

czwartek, 28 lipca 2011

MARVEL A.D. 1962 PODSUMOWANIE I


MARVEL A.D. 1962
PODSUMOWANIE I
FANTASTIC FOUR #1-9




Po czasach kryzysu branży komiksowej w latach 1950, kiedy to Fredric Wertham i komisja śledcza uznali, iż źródło zła i deprawacji leży w komiksach, w następnej dekadzie medium odżyło za sprawą komiksu superbohaterskiego. W tym czasie, już trzydziestoośmioletni Stan Lee, mający za sobą 20 lat zawodowej kariery w branży i Jack Kirby, pracujący nad nieludzką ilością tytułów mieli do tego odrodzenia się przyczynić, jeśli nie stać się jego główną siłą napędową. Stan wtedy miał już powoli dość komiksów i szykował się do odejścia, na koniec jednak, za namową żony, miał stworzyć scenariusz, który odpowiadałby jemu samemu. Jak się okazać miało, ów scenariusz był początkiem nowego rozdziału, który, można śmiało powiedzieć, trwa do dzisiaj.

Okazja do napisania nowego komiksu superbohaterskiego nadarzyła się, gdy Martin Goodman, ówczesny naczelny, zauważył rosnący sukces „Justice League of America” z DC. Postanowił, iż Marvel również powinien ruszyć z własnym tytułem prezentującym drużynę superbohaterów. W szybkim tempie superbohaterowie Marvela zaczęli nie tylko wracać do łask, ale i zyskiwać pokaźne grono zwolenników. Nie byli to jednak zwykli superbohaterowie, wyróżniali się mocno na tle zwyczajowych zamaskowanych poszukiwaczy przygód. Spider-Man był zwykłym chłopakiem z codziennymi problemami, nastolatkiem, którego maska zasłaniała całą twarz usuwając tym samym jakąkolwiek mimikę. Tymczasem FF w ogóle nie mają masek, wszyscy (choć jeszcze nie w 1. nrze) znają ich tożsamość a ich „kostiumy” to kombinezony.

Genezę, jak i pierwsze starcie z superprzestępcą poznajemy w pierwszym numerze nowej serii. Zaczyna się ona dość tajemniczo, po kolei prezentując tytułowych bohaterów (Invisible Girl, Thing, Human Torch, Mr. Fantastic). Początkowo nie wiadomo na dobrą sprawę czy dziwne, fantastyczne postaci są bohaterami czy przestępcami. Thing na przykład przewala się przez miasto powodując niemałe szkody, a Human Torch pojedynkuje się z amerykańskimi myśliwcami. Ta nielogiczność w ich zachowaniu ma na celu przedstawienie ich mocy, co udaje się zrobić.

Superbohaterami są:
1. Mr. Fantastic – dr Reed Richards jest geniuszem w dziedzinie nauk ścisłych, mechaniki i wielu innych. Jego moce nie są w komiksie novum, potrafi rozciągać swe ciało do różnych wymyślnych długości i kształtów. Po raz pierwszy jednak osoba obdarzona tego typu mocami jest równocześnie ekstremalnie inteligentną postacią. Pełni rolę ojca rodziny.

2. Invisible Girl – Susan Storm jest miłością Richardsa. Sama jest miłośniczką modnych ubrań i kosmetyków. Gdy jednak zachodzi taka potrzeba, odważnie walczy z wrogiem. Jej specjalną umiejętnością jest, jak wskazuje pseudonim, stawanie się niewidzialną. Sue jest spoiwem grupy.

3. Human Torch – Johnatan Storm jest młodszym bratem Susan. Jego miłością są szybkie samochody i ładne dziewczyny. Narwany młodzieniec dodaje grupie świeżości oraz sprawia, iż komiks staje się przystępniejszy dla młodszych czytelników. Również jego moce pełnią ważną rolę. W swej ognistej postaci Storm potrafi latać, strzelać ogniem, oślepiać wroga, tworzyć krótkie iluzje etc. Do stworzenia tej postaci Stan Lee postanowił wykorzystać pierwszego superbohatera w historii komiksów Marvela czyli Human Torcha. Pierwszy ognisty heros był androidem, który w kontakcie z powietrzem zapłonął. Później nauczył się kontrolować swe zdolności, przez pewien czas był nawet policjantem. Jego potyczki z Namorem, inną postacią ze Złotego Wieku, stały się klasyką komiksu superbohaterskiego.

4. Thing – Benjamin Grimm jest bliskim przyjacielem Reeda i pełni w grupie rolę wujka. Wciąż przekomarza się z Johnny'm i nienawidzi swojej fizjonomii. Jest bowiem skalistym stworem wyposażonym w ogromną siłę fizyczną. Wprowadza do grupy kolorytu i bardziej przyziemne spojrzenie. Oraz sporą dawkę ironicznego humoru.

Grupa zyskała swe moce poprzez promieniowanie kosmiczne, gdy próbowała prześcignąć Rosjan w wyścigu w kosmos. Jak widać zimnowojenne próby pokonania ZSRR i przedstawiania Rosjan jako postaci negatywnych, zewnętrznego zagrożenia trwają w najlepsze i minie jeszcze sporo lat nim ta sytuacja ulegnie zmianie.

W trakcie trwania serii pozbywano się kolejnych nielogiczności co raz to nowymi pomysłami. Najważniejszym z nich są niestabilne molekuły (unstable molecules), z których wykonane są kostiumy herosów (wprowadzone w #3). Dzięki nim mogą one dowolnie modyfikować się zgodnie z mocami F4. Tym samym mamy pierwsze wytłumaczenie dlaczego stroje herosów nie ulegają degradacji w trakcie ich używania. „Nauka” wprowadzana w Marvelu zyska nazwę „Marvel Science”.

Grupa jest pierwszą w serii nowej generacji herosów, którzy nie tylko są bardziej realistyczni od pozostałych, lecz również nie przyjmują swych mocy zawsze jako dobrodziejstwa, czego przykładem jest Thing. Ponadto grupa musi borykać się także z ludzkimi problemami. Kłótnie, frustracje, niespełnione miłości, eksmisja – dzisiaj brzmi to trywialnie, lecz ówcześnie był to wielki krok naprzód względem poprzednich historii o superbohaterach. W ciągu pierwszych 9 numerów poznajemy także przekrój i adres bazy F4, mieszczącej się w Nowym Jorku.

Oczywiście, herosi nie istnieją bez przestępców. Mimo iż często wewnętrzne sprzeczki i życie prywatne stanowią o sile niejednej historii, to wrogowie również mają wielki, a jeszcze częściej, decydujący w nich udział.

W pierwszym numerze debiutuje Mole Man, superprzestępca, który do dzisiaj zagraża FF. Mimo że jego design i geneza są dość naiwne – ślepy człowiek, rządzący podziemnymi stworami – wykonanie jest dość dobre, więc nie dziwi, iż pomysł się przyjął. Niebawem Mole Man powróci by stoczyć boje nie tylko z F4, lecz także z Avengers.

Numer drugi wprowadza do uniwersum Marvela kosmiczną rasę Skrulli, którzy w przyszłości odegrają niebagatelną rolę w historii superbohaterskiego świata. Zmiennokształtni kosmici, inspirowani Inwazją porywaczy ciał, infiltrujący i sabotujący ziemską cywilizację są doskonałym pomysłem. Pierwsze spotkanie z nimi nie jest jednak nazbyt ciekawe i wykonane jest w niezadowalający sposób. Później w Marvelu pojawią się inni zmiennokształtni przybysze z innych planet (Carbon-Copy Men), lecz nikt nie dorówna Skrullom, którzy niebawem wrócą z nowymi pomysłami zlikwidowania swych wrogów.

W numerze trzecim pojawia się Miracle Man. Ani jego moce ani design nie wzbudzają wielkich emocji, tak więc nie było mu dane stanąć u boku największych złoczyńców Marvela.

Numer czwarty jest pod względem negatywnego charakteru bardzo ważny. To w nim właśnie wraca do świata komiksów książę Namor. Pół-Atlantyda, pół-człowiek ma tę samą motywację, co poprzednio – zemsta za śmierć swych pobratymców. Dzięki temu ponownie jest postacią siejącą zniszczenie, lecz równocześnie motywy jego postępowania są dla czytelnika zrozumiałe. Ponadto coś iskrzy między nim a Susan Storm, więc Stan wykorzystuje jego postać jak najpełniej. A jest to, oczywiście, dopiero początek.

Namor zadebiutował jako drugi superbohater w historii Marvela i w Złotym Wieku był jednym z trzech głównych herosów (obok Human Torcha i Captaina Americi), jaki pojawiał się na łamach komiksów. Jego epickie walki z Human Torchem są niezaprzeczalną klasyką, a scena, w której spowodował powódź zalewającą Nowy Jork była wielokrotnie przypominana w takich tytułach jak „Marvels” czy „The Marvels Project”.

Numer piąty jest kolejnym klasykiem, to tutaj pojawia się jeden z największych negatywnych charakterów w historii uniwersum – Dr Victor Von Doom. Połączenie czarnej magii z nauką, sprawia, iż jest on idealnym przeciwnikiem dla Mr. Fantastica. Niesamowita inteligencja, zmysł strategiczny oraz brak, jak się wydaje, sumienia stanowią o jego sile. Jest to pierwszy wróg, który nie zostaje pokonany przez F4, tylko umyka im by snuć kolejne plany.

Plany te spełnia już w szóstym numerze, gdy powraca wraz z Namorem przeciw znienawidzonym herosom. Szósty numer jest pierwszym, w którym bohaterowie muszą walczyć przeciw większej ilości wrogów, rozwija on też postać Namora. Poza tym jest świetną lekturą, choć nie tak ważną pod względem historycznym jak poprzednie.

Numer siódmy to kolejne starcie z kosmitami, gdy Kurrgo porywa bohaterów. Nie jest to najciekawszy pomysł i, jako taki, nie przyjął się. Jest to za to klasyczny przykład wykorzystania kosmicznego zagrożenia w komiksach, filmach i powieściach w ówczesnym czasie.

Numer ósmy to debiut Puppet Mastera, który ostatnio (lipiec 2011) widziany był w serii „Heroes for Hire”, czyli jest to kolejny klasyczny przestępca obecny w Marvelu do dzisiaj. Stan Lee i Jack Kirby stworzyli na przestrzeni dziewięciu numerów sześciu wrogów dla F4 plus na nowo wprowadzili jednego z przeszłości Marvela. Z tej siódemki aż piątka stała się klasycznymi postaciami, a Dr Doom jedną z najważniejszych w Uniwersum. Wyobraźnia twórców w tym czasie i przez wiele jeszcze lat zdaje się nie mieć granic. Pamiętać należy, iż prócz „Fantastic Four”, Stan Lee pisał także inne komiksy, nie tylko superbohaterskie. Na łamach „The Amazing Spider-Man” wraz ze Steve'm Ditko wykreował nawet bardziej różnorodną gamę superprzestępców niż w omawianym tytule.

W dziewiątym numerze powraca Namor, motywowany tym razem miłością do Susan. Nie jest to najlepsze rozwiązanie fabularne, lecz urozmaica nieco samą postać księcia Atlantydy. Ponadto to właśnie w tym numerze herosi dostają nakaz eksmisji.

Tak więc, przez 1962 i 1961 rok wiele się działo w życiu F4, tytuł z dwumiesięcznika przeobraził się w miesięcznik, zdobył pokaźne grono fanów, co przełożyło się na wyniki sprzedaży i popyt na kolejnych superbohaterów, jacy zaleją niebawem Marvela za sprawą Stana Lee, Jacka Kirby'ego, Steve'a Ditko i Larry'ego Liebera (brata Stana).

W poszczególnych miesiącach (rubryka z lewej) można przeczytać bardziej szczegółowe opisy poszczególnych numerów.

niedziela, 15 maja 2011

Marvel 12.1963 - Strange Tales #103, Fantastic Four #9, Journey Into Mystery #87, Tales to Astonish #38

Strange Tales #103 – grudzień 1962

Więzień 5-ego wymiaru!
Schwytany w innym świecie!
Koniec Zemu!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Oto Johnny Storm powraca spragniony następnych solowych przygód. Tym razem w okolicy jego miejsca zamieszkania pojawia się genialny architekt, który niestety nie może wypełnić kolejnego kontraktu, otóż nic co wybuduje w niedalekiej, bagiennej okolicy nie utrzymuje się, pod osłoną nocy wszystko tonie w ziemi, a miejscowi mówią, że to robota bagiennych demonów.

Niestety nikt nie wie jak sprawdzić co dzieje się z budynkiem w nocy, ale na szczęście pojawia się Ludzka Pochodnia i, po konsultacji z Mr. Fantasticiem, wpada na genialny pomysł, na który nikt inny nie wpadł. Zostanie na noc przy budynku i zobaczy co się stanie! I faktycznie przybywają ludzie, którzy są sprawcami całego zamieszania. Torch postanawia wyśledzić skąd przybywają, ale niestety zostaje pojmany. Jak się okazuje sprawcy pochodzą z innego wymiaru, który rządzony jest przez despotycznego Zemu. Na szczęście dla Storma jest tam także ruch oporu, który postanawia odbić naszego bohatera, dalej już wiadomo jak potoczy się akcja.

Poza niezbyt przemyślanym motywem znalezienia sprawców tonących domów, reszta przedstawia się jako, po prostu, zwykła, superbohaterska historia Marvela z początku lat 60. Jeszcze tylko wywołanie masowej rewolty jest ekstremalnie uproszczone, ale to już można wybaczyć ze względu na krótki charakter całości.

Jest co prawda średnio, ale nie ma się zbytnio do czego przyczepić. Najzwyczajniej w świecie, klasyczna opowieść tego okresu z Ludzką Pochodnią w roli głównej.

I w ten sposób Johnny zakończył rok 1962. Jakie niespodzianki przyniesie mu rok kolejny? Oby większe niż mijający.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16692
Fantastic Four #9 – grudzień 1962

Koniec Fantastycznej Czwórki!
Sub-Mariner wydaje rozkazy!
Furia Mr Fantastica
Płomień bitwy
Zemsta jest nasza!

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Stało się! Po zbudowaniu wspaniałej bazy, wydaniu setek (tysięcy?) dolarów na sprzęt, nie zarabiając nic na walce z przestępczością F4 w końcu zbankrutowała. Pomysł jest genialny w swojej prostocie, oto wściekli ludzie domagają się czynszu i innych opłat, tymczasem wszystkie pieniądze jakie F4 miała przepadły na giełdzie, bohaterowie są więc zmuszeni sprzedawać wszystkie swoje wynalazki i sprzęty. Nie było chyba jeszcze do tej pory bohaterów, w których uderzyłby tak podstawowy problem jak opłacenie czynszu. Oczywiście, już wkrótce w Marvelu na stałe zagości najbardziej ludzki heros: Spider-Man. Ale do tej pory F4 jest najbliżej zwykłego zjadacza chleba. Co twórcy nie omieszkają wyrazić poprzez Reeda, który marzy by być bohaterem komiksowym i nie przejmować się problemami finansowymi.

Ben natomiast znów staje na opak wszystkim i postanawia pójść własną drogą, rozwalając przy tym taksówkę, ale nie oszukujmy się, taksówkarzowi się należało. Spotyka się z Alice, przybraną, niewidomą, córką Władcy Marionetek, obecnie przyjaciółką Grima, która uświadamia Thingowi, że pod jego warstwą hardości kryje się dobroć białego rycerza. Grim przyjmuje jej słowa rychło w czas, gdyż do F4 uśmiecha się szczęście, otóż dostaną 1 mln dolarów za występ w filmie. Jako, że F4 nie unikają sławy bez namysłu, wraz z odmienionym Thingiem, wyruszają do Hollywood autostopem.

Tam czeka na nich nie lada niespodzianka. Otóż producentem filmowym, u którego kręcić będą debiutancką produkcję jest sam Namor. Tak naprawdę nie ma on jednak zamiaru pozwolić F4 na wielkie sukcesy kinematograficzne. Reed szybko trafia na bezludną wyspę, gdzie ma być zabity przez gigantycznego cyklopa, Johnny zostaje więźniem na wyspie, której brutalni mieszkańcy są odporni na ogień, a Thing zetrze się w mocarnym pojedynku jeden na jeden z Namorem, przy dającej księciu Atlantydy energię wodzie. Sue, jak zwykle, będzie więźniem. Motywacją Sub-Marinera jest tym razem miłość do Niewidzialnej Dziewczyny.

Trochę zaskakuje pojawienie się Namora, jako bogatego producenta filmowego, lecz ostatecznie jest to chyba możliwe. Wzbudzana przez niego aura dostojności i pewności siebie, która tak działa na Sue na pewno pomogła mu w natychmiastowej zmianie zawodu. Największymi dziurami fabuły są jednak powroty bohaterów z wysp. Skoro Richards mógł tak łatwo, choć nie wyjaśnione jak, wrócić do nas to po co w ogóle wdawał się w bitwę z cyklopem. Marna ta pułapka księcia Atlantydy. Reed oczywiście był atakowany przez jednookiego giganta, więc jeszcze można zrozumieć najpierw załatwienie sprawy nieprzyjaznego cyklopa, który mieszkając setki lat na tej zakazanej wyspie doskonale nauczył się władać współczesnym angielskim.

Gorzej jest z Johnny’m, nie dość, że pierwsze zarobione pieniądze wydaje na sportowy samochód, nie przejmując się innymi, zdawać by się mogło, ważniejszymi problemami (że też nikt nie zwrócił mu uwagi), to na dodatek po zakończonej walce również nie wiadomo jak opuszcza swą wyspę. Można się domyślać, że odlatuje z niej, lecz wcześniejsze próby odlotu kończyły się wyczerpaniem płomienia i pochwyceniem przez plemię. Swoją drogą długość działania płomienia Ludzkiej Pochodni w ogóle nie jest stała.

Najlepiej wypada pojedynek Bena z Namorem, jest to niewątpliwa atrakcja nr 1 nru. Thing przedstawiony jest tutaj nie tylko jako równy dla wciąż wzmacnianego Namora przeciwnik, lecz wręcz jako osoba silniejsza, jak więc Sub-Mariner spuszcza mu lanie? Trzeba przeczytać by wiedzieć.
Ogólnie więc jest to nr pomysłowy i szybki, przyjemnie się go czyta, choć starcia z cyklopami i plemionami nie są tak intrygujące jak walki z pełnowartościowymi superprzestępcami. Całość więc nie zachwyca, lecz jest przyzwoitą kontynuacją serii.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16651
Journey Into Mystery #87 – grudzień 1962

Więzień czerwonych!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

I stało się. Rosjanie zmierzą się z Thorem. Przegrane z Hulkiem, Ludzką Pochodnią i Człowiekiem-Mrówką nie są dla nich wystarczające, muszą jeszcze dostać po głowach młotem boga gromów. Całość zastaje nas w miejscu, w którym dowiadujemy się, że czołowi naukowcy amerykańscy znikają, pozostawiając po sobie jedynie notkę, że wolą pracować na rzecz komunistów. Nikt nie wie jak temu zaradzić. Z pomocą przybywa więc dr Blake.

W siedzibie armii Stanów Zjednoczonych on wraz pułkownikiem Edwardem Harrisonem obmyślają genialny plan, który jako żywo przypomina podstęp z koniem trojańskim rycerzy króla Artura w poszukiwaniach Świętego Graala przez Monty Pythona. Otóż Don Blake będzie służył za przynętę (koń trojański), podstawia się aby komuniści przyszli po niego, gdy wraz z armią rozpuszczają wieść, że stworzył nowego wirusa do walki. Więc zostaje on sam w domu, nie pilnowany ani nie obserwowany przez współpracującą z nim armię, i wspólnie pozwalają porwać Blake’a i wywieźć w głąb Rosji. Cudowny plan. Armia wie tyle, ile wiedziała przed wprowadzeniem go w życie, a kolejny naukowiec znajduje się w rękach Rosjan. Ciekawe czy armia potajemnie nie współpracuje z komunistami? Podczas gdy, jak można przypuszczać, w USA opracowuje się kolejne porażające geniuszem plany wykrycia tajemniczych zniknięć naukowców, Blake ma szansę popisać się jako Thor. Rosjanie na szczęście są niewiele mądrzejsi od Amerykanów, ale i tak przewyższają ich inteligencją. Nie dość, że bez problemu szmuglują poszukiwanych naukowców przez granice, bez problemu ich porywając to posiadają łańcuchy zdolne powstrzymać Thora, nawet kamienni ludzie z Saturna przecież nie mieli takich materiałów.

Popełniają jednak kilka błędów, jak zostawianie więźniów bez strażników i pozwalają Thorowi na działanie. Oprócz starcia nordyckiego boga z rosyjskimi komunistami, mamy tutaj dwie sceny, w których Jenny ponownie wzdycha do superbohatera (szybko jej przeszło uczucie do Blake’a) oraz jedną scenę, w której pokazani są niektórzy Rosjanie w pozytywnym świetle. Na plus jeszcze zdołała się załapać scena wywołanej przez Thora wielkiej burzy.

Cała reszta to infantylny, naciągany, nielogiczny, głupi wręcz minus. Szkoda, że rok 1962 Thor kończy najgorszą historią ze swoim udziałem. Daje to nadzieję, że może być już, chyba, tylko lepiej. Oby nie podzielił losu Hulka, którego poziom z determinacją utrzymywany jest na bardzo niskim pułapie.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16681
Tales To Astonish #38 – grudzień 1962

Zdradzony przez mrówki!!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Ten nr jest pozycją, którą koniecznie nabyć powinni wszyscy zainteresowani tematyką mrówek. Właśnie w tym nrze pojawia się wynajęty przez mafię genialny, lecz amoralny naukowiec o pseudonimie Jajogłowy (widać na okładce skąd pseudonim), który zwraca mrówki przeciw Ant-Manowi nawołując do ich chciwości i próżności. Na szczęście Henry Pym wie, że mrówki mają wyczucie przyjaźni i partnerstwa w walce z przestępczością. Czy mu to pomoże, gdy Jajogłowy przygotował już lep na muchy?

Kuriozalne pomysły i absurdalne sceny już nie są czymś co zamierzam uznawać za wadę czy zaletę tej serii, one po prostu są nieodłączną częścią przygód Pyma. Już chyba nie można sobie wyobrazić opowieści z nim bez dawki tych, jakże zaskakujących swym wcieleniem w życie idei. Twórcy chyba z premedytacją wrzucali tu coraz bardziej groteskowe pomysły, zresztą już punkt wyjścia: superbohater wielkości mrówki, otaczającymi się tymi stworzeniami jest co najmniej intrygujący. Tym bardziej, że w tym nrze widzimy: specjalny płyn antylepowy, sprężyny w butach bohatera oraz lasso, dzięki któremu nasz malutki heros wywija wyrośniętymi gangsterami w powietrzu. Ma przecież nadal siłę człowieka normalnej wielkości, choć nie wyglądał wcześniej na takiego, który może machać ludźmi bez zadyszki. Może więc jego siły wzrosły w miniaturowej formie?

Jest więc kiczowato i groteskowo, ale do tego seria zdążyła już przyzwyczaić. Chyba tylko dlatego warto (?) po nią sięgnąć.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16695

środa, 4 maja 2011

Marvel 11.1962 - Fantastic Four #8, Incredible Hulk #4, Strange Tales #102, Journey Into Mystery #86, Tales to Astonisch #37

Fantastic Four #8 – listopad 1962

I. Więźniowie Władcy Marionetek!
II. W rękach Władcy Marionetek
III. Dama i potwór
IV. Twarzą w twarz z Władcą Marionetek!
V. Śmierć marionetki!

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Debiuty: Alicia Masters (ukochana Bena Grimma) oraz Władca Marionetek (superprzestępca).

Po niezbyt zachwycającym spotkaniu z kosmicznym Kurrgo, który padł ofiarą własnych ambicji, F4 nie jest dane zaznać spokoju, co nie jest przecież żadnym zaskoczeniem. W końcu czym byłby superbohaterski komiks bez odrobiny akcji? Mógłby być, co prawda, czymś dobrym, ale na takie wybryki przyjdzie dopiero czas. Teraz jednak na łamach F4 debiutuje Władca Marionetek, a i nie tylko on.

Początek to, a jakże, kolejna sprzeczka w szeregach naszych kłótliwych herosów. Tym razem Reed jest na finiszu swojego eksperymentu (czyżby tego, o którym wspominał numer wcześniej?), o którym wszyscy wiedzą prócz Bena. Co gorsza nie chcą mu nic powiedzieć. Po, spodziewanej, potyczce z Johnny’m, Grimm postanawia odejść z grupy, skoro i tak nikt nie chce go traktować jako pełnowartościowego członka. Jego śladem wyrusza Sue, lecz niebyt jej przekonania, że Ben źle ocenił sytuację zdają rezultat, ale ważne jest, że spostrzegają młodego mężczyznę, który ma zamiar popełnić samobójstwo za pomocą skoku z wysokości. Ani Sue, ani Ben nie są w stanie go uratować na czas, zawiadamiają więc resztę. Reedowi się nie udaje, lecz Johnny ratuje nieszczęśnika, który jednak pogrążony jest w transie. Oto bowiem na planie pojawił się Władca Marionetek, którego mocą jest kontrolowanie woli, i nie tylko, innych. Otóż posiada on radioaktywną glinę, za pomocą której wykonuje podobizny swoich ofiar. Jego kontrola jest bardzo szeroka, gdyż np. jeśli złapie swą figurkę za nogi to prawdziwa postać upada. Jak można przypuszczać, po interwencji Pochodni kieruje swą uwagę na F4. Jego pierwszą ofiarą staje się Ben Grimm, tymczasem sama Sue zostaje jego więźniem.
W tym numerze zobaczymy też niewidomą przybraną córkę Władcy, imieniem Alice, która bardzo polubi Bena Grimma, ale jako Thinga, a nie człowieczą wersję. Będziemy mieli też okazję zobaczyć uwolnionych więźniów największego zakładu penitencjarnego, z którymi będzie walczyć F4. Ujrzymy też wzruszające pogodzenie się Thinga z resztą przyjaciół.

Tak więc jest sporo akcji, poznajemy w miarę ciekawą fabułę i nowe postaci. Zarówno Alice, jak i Władca staną się osobami, które powrócą na łamy F4. Nie jest to opowieść tak intensywna jak połączenie sił Dooma i Namora, lecz jest to przyjemna pozycja, która miłośnikom Srebrnego Wieku komiksów może przypaść do gustu.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16650
Incredible Hulk #4 – listopad 1962

Potwór i maszyna

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby

I oto jesteśmy ponownie. Ja, Rick i Hulk. Wszyscy mamy wielkie wątpliwości i obawy co do najbliższej przyszłości. Czy zielone monstrum przejmie kontrolę nad Bannerem? Czy Rick Jones utraci kontrolę nad brutalem? Czy Hulk w końcu odbije się z niskich rejonów jakości i ruszy ku złotym szczytom najlepszych komiksowych historii?

Poznawanie odpowiedzi zaczynamy widokiem zielonego wielkoluda leżącego w ukrytym laboratorium Bannera, przypiętego do maszyny, którą obsługuje szesnastoletni Rick (już znamy jego wiek). Zanim jednak Jones uruchomi urządzenie Bruce’a, cofamy się w przeszłość by zobaczyć jak doszło do tego, co właśnie widzimy.

Zaczynamy od, kolejnego już, retellingu powstania Hulka, po którym to Betty martwiąca się o dra Bannera dochodzi do wniosku, iż Rick musi być w to wszystko jakoś zamieszany i od niego trzeba zacząć poszukiwania. Całe szczęście, że jej wysiłek umysłowy zdołał to ustalić, bo nikt z armii nie zdołał wypatrzeć sposobu na znalezienie Hulka za pomocą chłopaka, który zawsze był w jego okolicy a nawet powstrzymywał go przed zniszczeniami, nie mówiąc już, że razem skakali w przestworzach. Oczywiście generał Ross raz wykorzystał chłopca jako wabik, ale na tym poprzestał. Teraz jednak, po wysłuchaniu córki, dochodzi do wniosku, że „może coś faktycznie w tym jest”. Nie ma to jak genialny zmysł strategiczny wielkich wojskowych USA. Tym bardziej, że przygotowali broń, która zamrozi Hulka.

Armia przychodzi po chłopaka, ten każe Hulkowi uciec. Olbrzym wyskakuje przez ścianę, rozwalając ją kompletnie, ale na szczęście robi to z tyłu więc nikt go nie słyszy na froncie małego drewnianego domku. Rick zostaje zaprowadzony przed oblicze generała Rossa, który jest zdeterminowany aby dowiedzieć się czego tylko może nt. Hulka. Jednak ani on, ani jego córka nie mogą wydobyć z Ricka nic poza „przykro mi, ale nic nie mogę powiedzieć”. Zdeterminowany Ross nie naciska, lecz wysyła go do więzienia. W międzyczasie Hulk trochę szaleje w różnych miejscach, po czym, przyzwany mentalnie przez Ricka, uwalnia go.

Tak trafiamy do naszego tajnego laboratorium, gdzie eksperyment się udaje. Hulk staje się na powrót Bannerem, co więcej, znika mentalna więź łącząca Ricka i zielonoskórego oraz, po małych ulepszeniach, Banner zaczyna kontrolować, do pewnego stopnia, Hulka, co jednak mocno męczy jego normalne „ja”. Poza tym, od tej pory może wykorzystywać maszynę do przemian w zielonego pana i z powrotem. Pod koniec jeszcze dla spragnionego wrażeń miłośnika komiksów czeka nieco akcji.
Chyba nie muszę pisać, że historia jest mocno naciągana, infantylna i nielogiczna. Rozumiem, że w takim komiksie, i w takich czasach, nie będzie przedstawiania tortur mających na celu wyjawienie miejsca pobytu Hulka, lecz tak skrajne ogłupienie armii USA nie służy niczemu dobremu. Na miejscu fanów Hulka, mocno obawiałbym się kraju, który ma taką armię. Nie mówiąc już o niedosłyszeniu ucieczki olbrzyma.

Na pewno plusem jest usunięcie mentalnej więzi między Rickiem a Hulkiem. Pomysł był wprowadzony mocno absurdalnie, na szczęście koniec z dużą, zieloną zabawką. Zmiany i trwająca intensywniej walka między Bannerem i Hulkiem to również plusy jakie oczekują w tej części przygód pana o bardziej niż słusznej posturze. Mam tylko nadzieję, że w przyszłym nrze właśnie te wątki zostaną rozwinięte, a nie pojawią się kolejni komuniści czy kosmici atakujący Amerykę.

Gladiator z odległego kosmosu!

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby

Ale zaraz, co my tu mamy. Jeszcze nie koniec komiksu. Otóż dwa w jednym jako back-up story, komuniści wykorzystują motyw kosmitów. Jako, że jest to historia dodatkowa (choć okładka sugeruje ich równoważność – gorzej dla drugiej historii) można jej wybaczyć brak rozwijania ważnych wątków w hulkowej fabule.

Co jednak tu jest? Przybywa, oczywiście nie wypatrzony przez nikogo, Mongu. Tytułowy gladiator, podróżuje dziwnym pojazdem, który wygląda jakby kosmici niezbyt nas wyprzedzili w rozwoju technologicznym, jeśli w ogóle. Otóż Mongu mówi, że zniszczy Ziemię jeśli nie stanie przed nim wojownik zdolny unieść dwutonowy topór i z nim walczyć, tzn. z Mongu, a nie z toporem. Oczywiście logiczne byłaby kosmity anihilacja przez armię mająca w głębokim poważaniu jego topór. Choć może bali się, że nie jest sam. Na tyle, że nikt z włodarzy USA nie wyszedł mu nawet na spotkanie. Na spotkanie za to wychodzi, jak wszyscy się spodziewamy, Hulk, który zabiera ze sobą Ricka, aby ten mu przeszkadzał (na co innego może brać dzieciaka w sam środek starcia z kosmitą?). Teraz będą duże spoilery więc można ominąć następny akapit.

Kosmici okazują się być komunistami w przebraniu! Wiadomo jak się skończy ich pojedynek z Hulkiem, a Rick faktycznie będzie wielkoludowi służył jako przeszkadzajka. Na koniec opinia publiczna uzna, że cała afera była wymyślona przez Hulka.

Można już czytać. Opowieść jest banalna, głupawa, nie zapada w pamięć. Słabo. Pierwsza historia jest średnio zła. Druga historia jest bardzo zła. Hulk dalej nie poprawił poziomu, no może lekko, usuwając mentalne więzi. Chyba nie ma co liczyć na genialny nr 5. Choć kto wie.

Streszczenie: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=13439

Strange Tales #102 – listopad 1962

1. Więzień Czarodzieja!
2. Podstępy Czarodzieja

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby

Debiutuje Wizard (Czarodziej) - superprzestępca.

Ludzka Pochodnia powraca na łamy Strange Tales, tak, jak się można było tego spodziewać. Historia zaczyna się krótkim przypomnieniem starcia z Niszczycielem. Jest to o tyle ciekawe, iż tym razem wspomnienie jest dokonane za pomocą wiadomości pokazywanych w kinie.

Zaraz potem rusza główny wątek, natychmiast po wyjściu z kina spotykamy Czarodzieja, który jest genialnym konstruktorem, jego geniusz w tej dziedzinie sprawia, że dziwię się nieco, że dopiero teraz stał się widoczną postacią w uniwersum Marvela. Dokonał on już niemal wszystkiego, ma na swoim koncie ucieczki bardziej efektowne niż sam Houdini. Teraz wpadł więc na kolejny pomysł. Pochwyci Ludzką Pochodnię, zniszczy jego wizerunek publicznie i całkiem go pokona.

Nie jest to może najgenialniejsza historia, jaka ukazała się do tej pory, lecz jest to pierwsze udawanie superbohatera przez przestępcę w celu zniszczenia jego wizerunku i odwrócenia uwagi policji i społeczeństwa. Poza tym fabuła jest raczej przewidywalna, choć pojawienie się Niewidzialnej Dziewczyny w pewnym momencie ma za zadanie wzbudzić w nas uczucie zaskoczenia, jednak nie jest to zbyt wielkim szokiem dla czytelnika F4.

Raziła mnie też nielogiczność jednej z ucieczek Czarodzieja, który wykorzystuje w tym celu specjalny gaz twardniejący w wyniku zetknięcia z powietrzem. Otóż Czarodziej jest zamknięty w sejfie, skuty łańcuchami i wrzucony do wody. Miniaturową piłą ukrytą w sygnecie przecina łańcuchy, po czym uwalnia wspomniany gaz, który twardnieje z taką siłą, że wygina, a następnie wyłamuje zamknięte drzwi sejfu na zewnątrz. Przecież przy takiej mocy powinien on też całkiem nieźle zmasakrować ciało Czarodzieja. Ale to tylko drobna uwaga.

Jest to bardzo średni, niczym nie wyróżniający się komiks, w którym debiutuje Czarodziej, a Ludzka Pochodnia ma okazję ponownie popisać się solowymi przygodami. Nic wielkiego.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16691
Journey Into Mystery #86 – listopad 1962

Śladem Człowieka Jutra!
Lot do przyszłości

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Debiutuje Zarrko - Człowiek Jutra.

Cóż może wstrząsnąć czytelnikiem bardziej niż Loki, bóg niezgody? Otóż spróbuje tego dokonać Zarrko, Człowiek Jutra. Jest to niemiły pan, który żyje sobie w 2262 roku. Ku jego rozczarowaniu jednak jego czasy są całkowicie pokojowe, nie ma wojen, nie ma broni, słowem nuda. Zarrko postanawia wykorzystać to i swoją wiedzą techniczną popisać się tak aby zdobyć ów świat na własność. Tworzy w tym celu mordercze roboty, lecz to mu nie wystarcza. Postanawia więc ukraść broń masowego rażenia z XX wieku.

I tutaj mamy Thora. W tym komiksie współpracuje on już z wojskiem pomagając im testować nowe bronie. Podczas jednego z testów nagle w powietrzu pojawia się pojazd Zarrko, który kradnie rakietę. Zanim Thor może spuścić mu łomot, gość z przyszłości wraca do swoich czasów. Zostawia jednak za sobą fragment swego pojazdu. Thor postanawia poprosić swego ojca Odyna aby ten wysłał go do czasów Zarrko i pozwolił mu stoczyć z nim bitwę. Odyn spełnia życzenie syna, który trafia do świata rządzonego przez Zarrko.

Jest tutaj co prawda kilka naciąganych momentów, z których na pierwszy plan wysuwa się określenie, że metal z pojazdu Zarrko nie jest znany w naszych czasach, po oględzinach, które polegały na krótkim przyjrzeniu się mu. Mądry pan, który dochodzi do wniosku, że pojazd był z przyszłości (bo rozpłynął się w powietrzu) też nieco irytuje. Z plusów trzeba wyróżnić pojawienie się Odyna, naprawdę dobrze go przedstawiono, jak i same wezwanie Thora odbyło się z należną mocą.

Oczywiście największą atrakcją jest pojedynek między nordyckim bogiem a technologią przyszłości. Wynik możemy przewidzieć z góry, ale dobrze, że Lieber i Lee trochę rozbudowali walkę o kilka zwrotów akcji. Nie zapiera ona oddechu w piersiach, zakończenie trochę rozczarowuje, ale całość wypada nieźle.

Ogólnie więc Zarrko nie może równać się z Lokim, lecz nie wypada najgorzej. Thor wciąż jest najlepszą pozycją z krótkich historii wygrywając z solowymi przygodami Ludzkiej Pochodni i Człowieka-Mrówki.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16680
Tales To Astonish #37 – listopad 1962

Pochwycony przez Protektora!
Twarzą w twarz z Protektorem!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby

Nie ma właściwie co zbytnio rozwodzić się nad tą przygodą Człowieka-Mrówki. W mieście pojawia się Protektor, który zmusza jubilerów do płacenia haraczu. Pym musi odkryć kim ów osobnik jest.

Schemat jest właściwie identyczny jak w przypadku poprzedniej historii, jak i zetknięcia Ludzkiej Pochodni z Niszczycielem w Strange Tales #101. Czyli przestępcą okazuje się ten, kogo nie podejrzewamy. Sama walka i sceny akcji nowatorstwem nie rażą, ale jest tutaj scena zamknięcia Henry’ego w papierowej torbie z odkurzacza. Nie na co dzień widzimy superbohaterów w odkurzaczach. Czy niemal pokonanych pistoletem na wodę.

Sam Protektor jest postacią naciąganą. Szczególnie w sposób w jaki „niszczy” biżuterię, zdradzam teraz szczegóły finału, więc jak ktoś nie lubi spoilerów to ten akapit może sobie odpuścić. Otóż nasz przestępca strzela robiąc sporo dymu, kiedy przez chwilę nikt go nie widzi zabiera biżuterię, i na jej miejsce rozsypuje mnóstwo piasku. Po pierwsze żeby rozsypać tyle piasku, ile to robi musiałby mieć jakieś worki z nim przy sobie, a takowych nie widać. Po drugie, musiałby działać w mgnieniu oka, a jest zwykłym człowiekiem. Po trzecie, policja nie zdołała odkryć, że jest to piasek a nie zniszczona biżuteria. Strach pomyśleć coby policja zrobiła gdyby nie bohaterowie.

Niestety przygody Ant-Mana nie należą do najlepszych, póki co w Marvelu przoduje F4 i chyba nikt nie zbliża się do jej poziomu. Jedynie debiut Spider-Mana może odebrać czwórce herosów palmę pierwszeństwa w kategorii najlepsza pozycja w 1962 roku. Tymczasem Pym powróci już niebawem.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16694