OGŁOSZENIE!

Z POWODU PRAC REMONTOWYCH NA DC MULTIVERSE NIEKTÓRE LINKI ODNOSZĄCE DO RECENZJI KOMIKSÓW VERTIGO NIE DZIAŁAJĄ! BĘDĘ JE UZUPEŁNIAŁ W MIARĘ POSTĘPU PRAC NAD SERWISEM.

czwartek, 28 lipca 2011

MARVEL A.D. 1962 PODSUMOWANIE I


MARVEL A.D. 1962
PODSUMOWANIE I
FANTASTIC FOUR #1-9




Po czasach kryzysu branży komiksowej w latach 1950, kiedy to Fredric Wertham i komisja śledcza uznali, iż źródło zła i deprawacji leży w komiksach, w następnej dekadzie medium odżyło za sprawą komiksu superbohaterskiego. W tym czasie, już trzydziestoośmioletni Stan Lee, mający za sobą 20 lat zawodowej kariery w branży i Jack Kirby, pracujący nad nieludzką ilością tytułów mieli do tego odrodzenia się przyczynić, jeśli nie stać się jego główną siłą napędową. Stan wtedy miał już powoli dość komiksów i szykował się do odejścia, na koniec jednak, za namową żony, miał stworzyć scenariusz, który odpowiadałby jemu samemu. Jak się okazać miało, ów scenariusz był początkiem nowego rozdziału, który, można śmiało powiedzieć, trwa do dzisiaj.

Okazja do napisania nowego komiksu superbohaterskiego nadarzyła się, gdy Martin Goodman, ówczesny naczelny, zauważył rosnący sukces „Justice League of America” z DC. Postanowił, iż Marvel również powinien ruszyć z własnym tytułem prezentującym drużynę superbohaterów. W szybkim tempie superbohaterowie Marvela zaczęli nie tylko wracać do łask, ale i zyskiwać pokaźne grono zwolenników. Nie byli to jednak zwykli superbohaterowie, wyróżniali się mocno na tle zwyczajowych zamaskowanych poszukiwaczy przygód. Spider-Man był zwykłym chłopakiem z codziennymi problemami, nastolatkiem, którego maska zasłaniała całą twarz usuwając tym samym jakąkolwiek mimikę. Tymczasem FF w ogóle nie mają masek, wszyscy (choć jeszcze nie w 1. nrze) znają ich tożsamość a ich „kostiumy” to kombinezony.

Genezę, jak i pierwsze starcie z superprzestępcą poznajemy w pierwszym numerze nowej serii. Zaczyna się ona dość tajemniczo, po kolei prezentując tytułowych bohaterów (Invisible Girl, Thing, Human Torch, Mr. Fantastic). Początkowo nie wiadomo na dobrą sprawę czy dziwne, fantastyczne postaci są bohaterami czy przestępcami. Thing na przykład przewala się przez miasto powodując niemałe szkody, a Human Torch pojedynkuje się z amerykańskimi myśliwcami. Ta nielogiczność w ich zachowaniu ma na celu przedstawienie ich mocy, co udaje się zrobić.

Superbohaterami są:
1. Mr. Fantastic – dr Reed Richards jest geniuszem w dziedzinie nauk ścisłych, mechaniki i wielu innych. Jego moce nie są w komiksie novum, potrafi rozciągać swe ciało do różnych wymyślnych długości i kształtów. Po raz pierwszy jednak osoba obdarzona tego typu mocami jest równocześnie ekstremalnie inteligentną postacią. Pełni rolę ojca rodziny.

2. Invisible Girl – Susan Storm jest miłością Richardsa. Sama jest miłośniczką modnych ubrań i kosmetyków. Gdy jednak zachodzi taka potrzeba, odważnie walczy z wrogiem. Jej specjalną umiejętnością jest, jak wskazuje pseudonim, stawanie się niewidzialną. Sue jest spoiwem grupy.

3. Human Torch – Johnatan Storm jest młodszym bratem Susan. Jego miłością są szybkie samochody i ładne dziewczyny. Narwany młodzieniec dodaje grupie świeżości oraz sprawia, iż komiks staje się przystępniejszy dla młodszych czytelników. Również jego moce pełnią ważną rolę. W swej ognistej postaci Storm potrafi latać, strzelać ogniem, oślepiać wroga, tworzyć krótkie iluzje etc. Do stworzenia tej postaci Stan Lee postanowił wykorzystać pierwszego superbohatera w historii komiksów Marvela czyli Human Torcha. Pierwszy ognisty heros był androidem, który w kontakcie z powietrzem zapłonął. Później nauczył się kontrolować swe zdolności, przez pewien czas był nawet policjantem. Jego potyczki z Namorem, inną postacią ze Złotego Wieku, stały się klasyką komiksu superbohaterskiego.

4. Thing – Benjamin Grimm jest bliskim przyjacielem Reeda i pełni w grupie rolę wujka. Wciąż przekomarza się z Johnny'm i nienawidzi swojej fizjonomii. Jest bowiem skalistym stworem wyposażonym w ogromną siłę fizyczną. Wprowadza do grupy kolorytu i bardziej przyziemne spojrzenie. Oraz sporą dawkę ironicznego humoru.

Grupa zyskała swe moce poprzez promieniowanie kosmiczne, gdy próbowała prześcignąć Rosjan w wyścigu w kosmos. Jak widać zimnowojenne próby pokonania ZSRR i przedstawiania Rosjan jako postaci negatywnych, zewnętrznego zagrożenia trwają w najlepsze i minie jeszcze sporo lat nim ta sytuacja ulegnie zmianie.

W trakcie trwania serii pozbywano się kolejnych nielogiczności co raz to nowymi pomysłami. Najważniejszym z nich są niestabilne molekuły (unstable molecules), z których wykonane są kostiumy herosów (wprowadzone w #3). Dzięki nim mogą one dowolnie modyfikować się zgodnie z mocami F4. Tym samym mamy pierwsze wytłumaczenie dlaczego stroje herosów nie ulegają degradacji w trakcie ich używania. „Nauka” wprowadzana w Marvelu zyska nazwę „Marvel Science”.

Grupa jest pierwszą w serii nowej generacji herosów, którzy nie tylko są bardziej realistyczni od pozostałych, lecz również nie przyjmują swych mocy zawsze jako dobrodziejstwa, czego przykładem jest Thing. Ponadto grupa musi borykać się także z ludzkimi problemami. Kłótnie, frustracje, niespełnione miłości, eksmisja – dzisiaj brzmi to trywialnie, lecz ówcześnie był to wielki krok naprzód względem poprzednich historii o superbohaterach. W ciągu pierwszych 9 numerów poznajemy także przekrój i adres bazy F4, mieszczącej się w Nowym Jorku.

Oczywiście, herosi nie istnieją bez przestępców. Mimo iż często wewnętrzne sprzeczki i życie prywatne stanowią o sile niejednej historii, to wrogowie również mają wielki, a jeszcze częściej, decydujący w nich udział.

W pierwszym numerze debiutuje Mole Man, superprzestępca, który do dzisiaj zagraża FF. Mimo że jego design i geneza są dość naiwne – ślepy człowiek, rządzący podziemnymi stworami – wykonanie jest dość dobre, więc nie dziwi, iż pomysł się przyjął. Niebawem Mole Man powróci by stoczyć boje nie tylko z F4, lecz także z Avengers.

Numer drugi wprowadza do uniwersum Marvela kosmiczną rasę Skrulli, którzy w przyszłości odegrają niebagatelną rolę w historii superbohaterskiego świata. Zmiennokształtni kosmici, inspirowani Inwazją porywaczy ciał, infiltrujący i sabotujący ziemską cywilizację są doskonałym pomysłem. Pierwsze spotkanie z nimi nie jest jednak nazbyt ciekawe i wykonane jest w niezadowalający sposób. Później w Marvelu pojawią się inni zmiennokształtni przybysze z innych planet (Carbon-Copy Men), lecz nikt nie dorówna Skrullom, którzy niebawem wrócą z nowymi pomysłami zlikwidowania swych wrogów.

W numerze trzecim pojawia się Miracle Man. Ani jego moce ani design nie wzbudzają wielkich emocji, tak więc nie było mu dane stanąć u boku największych złoczyńców Marvela.

Numer czwarty jest pod względem negatywnego charakteru bardzo ważny. To w nim właśnie wraca do świata komiksów książę Namor. Pół-Atlantyda, pół-człowiek ma tę samą motywację, co poprzednio – zemsta za śmierć swych pobratymców. Dzięki temu ponownie jest postacią siejącą zniszczenie, lecz równocześnie motywy jego postępowania są dla czytelnika zrozumiałe. Ponadto coś iskrzy między nim a Susan Storm, więc Stan wykorzystuje jego postać jak najpełniej. A jest to, oczywiście, dopiero początek.

Namor zadebiutował jako drugi superbohater w historii Marvela i w Złotym Wieku był jednym z trzech głównych herosów (obok Human Torcha i Captaina Americi), jaki pojawiał się na łamach komiksów. Jego epickie walki z Human Torchem są niezaprzeczalną klasyką, a scena, w której spowodował powódź zalewającą Nowy Jork była wielokrotnie przypominana w takich tytułach jak „Marvels” czy „The Marvels Project”.

Numer piąty jest kolejnym klasykiem, to tutaj pojawia się jeden z największych negatywnych charakterów w historii uniwersum – Dr Victor Von Doom. Połączenie czarnej magii z nauką, sprawia, iż jest on idealnym przeciwnikiem dla Mr. Fantastica. Niesamowita inteligencja, zmysł strategiczny oraz brak, jak się wydaje, sumienia stanowią o jego sile. Jest to pierwszy wróg, który nie zostaje pokonany przez F4, tylko umyka im by snuć kolejne plany.

Plany te spełnia już w szóstym numerze, gdy powraca wraz z Namorem przeciw znienawidzonym herosom. Szósty numer jest pierwszym, w którym bohaterowie muszą walczyć przeciw większej ilości wrogów, rozwija on też postać Namora. Poza tym jest świetną lekturą, choć nie tak ważną pod względem historycznym jak poprzednie.

Numer siódmy to kolejne starcie z kosmitami, gdy Kurrgo porywa bohaterów. Nie jest to najciekawszy pomysł i, jako taki, nie przyjął się. Jest to za to klasyczny przykład wykorzystania kosmicznego zagrożenia w komiksach, filmach i powieściach w ówczesnym czasie.

Numer ósmy to debiut Puppet Mastera, który ostatnio (lipiec 2011) widziany był w serii „Heroes for Hire”, czyli jest to kolejny klasyczny przestępca obecny w Marvelu do dzisiaj. Stan Lee i Jack Kirby stworzyli na przestrzeni dziewięciu numerów sześciu wrogów dla F4 plus na nowo wprowadzili jednego z przeszłości Marvela. Z tej siódemki aż piątka stała się klasycznymi postaciami, a Dr Doom jedną z najważniejszych w Uniwersum. Wyobraźnia twórców w tym czasie i przez wiele jeszcze lat zdaje się nie mieć granic. Pamiętać należy, iż prócz „Fantastic Four”, Stan Lee pisał także inne komiksy, nie tylko superbohaterskie. Na łamach „The Amazing Spider-Man” wraz ze Steve'm Ditko wykreował nawet bardziej różnorodną gamę superprzestępców niż w omawianym tytule.

W dziewiątym numerze powraca Namor, motywowany tym razem miłością do Susan. Nie jest to najlepsze rozwiązanie fabularne, lecz urozmaica nieco samą postać księcia Atlantydy. Ponadto to właśnie w tym numerze herosi dostają nakaz eksmisji.

Tak więc, przez 1962 i 1961 rok wiele się działo w życiu F4, tytuł z dwumiesięcznika przeobraził się w miesięcznik, zdobył pokaźne grono fanów, co przełożyło się na wyniki sprzedaży i popyt na kolejnych superbohaterów, jacy zaleją niebawem Marvela za sprawą Stana Lee, Jacka Kirby'ego, Steve'a Ditko i Larry'ego Liebera (brata Stana).

W poszczególnych miesiącach (rubryka z lewej) można przeczytać bardziej szczegółowe opisy poszczególnych numerów.

sobota, 18 czerwca 2011

Tainted, Vertigo, 1995


Tainted
Zbrukany

Scenariusz: Jamie Delano
Rysunki: Al Davison
Okładka: Al Davison & Tatjana Wood
Kolor: Tatjana Wood
Liternictwo: Ellie DeVille

Vertigo, 1995

Protagonista komiksu ma jednak inny, naglący problem. Dziwny zapach gnicia, dziwne zachowanie jego ciała, dziwnie latające osy. Skąd to wszystko pochodzi? Powoli, odkrywając wypartą przeszłość i stłumione pragnienia, bohater będzie odkrywał źródło ich pochodzenia oraz nawrót dawnych popędów, wszak ludzie nigdy się naprawdę nie zmieniają. Sytuację dodatkowo skomplikują przypadkowe odkrycie niektórych jego słabości przez innych, próba szantażu i sadomasochistyczne relacje seksualne.

Pełna recenzja tutaj.

wtorek, 24 maja 2011

Whiteout oraz Whiteout - Melt, ONI Press, 1999 oraz 2000


Whiteout
Śnieżyca

Scenariusz: Greg Rucka
Ilustracje i liternictwo: Steve Lieber

Okładka: Frank Miller
Ilustracje stron tytułowych rozdziałów: Matt Wagner, Mike Mignola, Dave Gibbons, Steve Lieber
Logo na okładce: Monty Sheldon

Posłowie: Greg Rucka

ONI Press, 1999
(pierwotnie Whiteout ukazał się jako czteroczęściowa miniseria, poniższa recenzja opiera się na wydaniu zbiorczym)

Antarktyda. Dno świata. Przy wietrznej pogodzie odczuwalna temperatura spada poniżej 100 stopni Celsjusza. Lód, śnieg, zawieje, wysokie ciśnienia, morderstwa. To ostatnie sprawia, że szeryf Carrie Stetko ma zaledwie dwa tygodnie na znalezienie sprawcy i motywu zbrodni. Dwa tygodnie, podczas których nieznajomi okażą się przyjaciółmi, a przyjaciele wrogami, jej życie zawiśnie na włosku oraz poniesie niemożliwe do zrekompensowania straty. Zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Whiteout Rucki jest czarnym kryminałem, w którym rolę czerni zastąpiła biel. Wokół głównej bohaterki pojawiają się kolejne postaci, których motywy są cokolwiek wątpliwe, a ich zachowanie nierzadko sugeruje posiadanie nieczystego sumienia. Okaże się zresztą, iż faktycznie, duża ilość podejrzeń jest uzasadniona. Wynikiem ich sieci jest intrygująca, sprawnie prowadzona fabuła. Opiera się ona na, oczywiście, klasycznym motywie kryminalnym. Doszło do morderstw, następuje więc sekwencja szukania sprawcy/ów i motywu. Każdy dobry kryminał, aby był czymś więcej, aniżeli tylko kolejną opowiastką z serii zbrodni i kary, musi posiadać też wyrazistą postać pierwszoplanową. Greg Rucka nie zawodzi również i w tym przypadku, a może nawet tworzy ciekawszą bohaterkę niż samą fabułę. Carrie Stetko, została przeniesiona na Antarktydę, gdy zabiła podejrzanego przestępcę. Nie mogła znieść jego zaczepek, nawiązań do gwałtów, które skończyły się poturbowaniem drugiego policjanta i próbą zgwałcenia jej samej. Oprócz tego jej mąż umarł niecały rok po ślubie na raka. Po przejściu takich traum musi zmierzyć się ze spiskiem, mordercami i fałszywymi przyjaciółmi.

Walka jest tym trudniejsza, iż odbywa się w nieprzyjaznym terenie. Pod wieloma względami można powiedzieć, i nie byłoby w tym przesady, że lód i pogoda są równowartościowymi bohaterami Whiteout. Mróz, wiatr i pokrywa lodowa stanowią nierzadko większe wyzwanie niż starcie z zabójcą. Czynią większe szkody, niszczą psychikę i ciało. Rucka, jak i Lieber, doskonale odwzorowali nieludzkie warunki, jakie tam panują. Nawet jeśli nie są one realne, to na pewno są realistyczne. W połączeniu z narracją Stetko, opisującą nierzadko swe otoczenie, wyłania się niepokojący obraz zarówno niszczycielskiej pogody, jak i niszczycielskich ludzi.

Komiks niestety nie oferuje tak dogłębnego studium psychologicznego, jakie mógłby zaprezentować. Oczywiście, nie oczekiwałem głębokiej analizy wpływu Antarktydy na ludzki umysł. Wątek ten nie może jednak być pominięty w tego typie fabule. Rucka wykorzystuje go do pewnego stopnia, lecz wciąż mógł zagłębić się w temat nieco mocniej. Ostatecznie jednak, nie można mieć do strony fabularnej większych zastrzeżeń. Wady nie są w tym co jest, tylko w tym, czego nie ma. Nie ma trochę bardziej zagmatwanej historii, skomplikowanej zagadki kryminalnej i gęstszej atmosfery zagrożenia.

Wizualnie nie można mieć większych uwag. Lieber zaprezentował minimalistyczne, lecz równocześnie realistyczne rysunki, które doskonale odbijają zimno kontynentu i charakterów. W połączeniu ze scenariuszem Rucki, Whiteout jest bardzo dobrze skonstruowanym komiksem, który potrafi trzymać w napięciu, posiadając także wyraziste postaci.

 
Whiteout – Melt
Śnieżyca - Odwilż

Scenariusz: Greg Rucka
Ilustracje i liternictwo: Steve Lieber

Przedmowa: Brian Michael Bendis
Posłowie: Steve Lieber

ONI Press, 2000

To, czego brakowało w pierwszym spotkaniu z Carrie, mogłoby znaleźć się w drugim. Niestety nowy wątek, tym razem polityczno-szpiegowski, pozostawia spory niesmak. Historia jest nieskomplikowana, oprócz Stetko, jest tylko jedna postać wyróżniająca się. Melt cierpi na ogromne ilości niewykorzystanego potencjału. Kontakty amerykańsko-rosyjskie są ograniczone do minimum. Przyjaciel protagonistki pojawia się tylko w jednej scenie, specnaz składa się z papierowych postaci, które giną nim mamy okazję lepiej je poznać. Kwestia niedoskonałości tyczy się całości fabuły, w jakiej pojawia się zaledwie jeden wątek pogoni za wrogiem, na dodatek kończy się w momencie ich odnalezienia. Punkt kulminacyjny przechodzi bez emocji, nawet kwestia zarysowanych relacji między Carrie a jej rosyjskim współpracownikiem jest prosta i przewidywalna.

Poza tym Carrie zmiękła. Przyjmuje zlecenie, któremu nie jest chętna, ma ochotę na seks, również jej finalna decyzja jest przejawem zbytniej uczuciowości z jej strony. W Whiteout jej relacje z brytyjską szpieg miały niemal delikatne naleciałości homoseksualne. Nic wyrazistego, raczej w stylu „relacji homoseksualnych” w oryginalnym Star Trek. Tutaj Carrie staje się szablonową postacią. Choć trzeba przyznać, iż scena zbliżenia seksualnego jest najlepsza w całym komiksie. Nie dzieje się tak bynajmniej z powodu zawartości erotycznej, lecz w połączeniu z kadrami skupiającymi się na okaleczonej dłoni Stetko zbliżamy się do lekkiego fetyszyzmu. Dość intrygujący dysonans w scenie uczuciowej.

Poza tym jednak, prócz widocznego postępu w ilustracjach Liebera (największa zaleta komiksu), kontynuacja Whiteout jest krokiem wstecz. Nie intryguje, nie zapada w pamięć. Szkoda, że Melt tak zawodzi w spełnieniu oczekiwań pozostawionych przez poprzednika. Dlatego też tak krótko o komiksie piszę.

niedziela, 15 maja 2011

Violent Cases, Escape Books 1987 (Titan Books 1991 / Dark Horse 2002)



Violent Cases
Drastyczne przypadki

Scenariusz: Neil Gaiman
Ilustracje: Dave McKean

Neil Gaiman i Dave McKean są rozpoznawalnymi i szanowanymi twórcami działającymi nie tylko w medium komiksu. Gaiman, autor m.in. Sandmana jest jednym z większych reformatorów graficznych historii, podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku grafika McKeana, ilustratora m.in. Arkham Asylum: A Serious House on Serious Earth. Obaj panowie nie raz ze sobą współpracowali, nie raz stworzyli doskonałe komiksy, lecz ich znajomość, jak każda historia, musi mieć swój początek. Tym punktem startu ich kooperacji jest opowieść Drastyczne przypadki.

Komiks pochodzi z 1987 roku i dzisiaj uchodzi już za klasykę. Może nie na miarę Watchmen Alana Moore'a czy The Dark Knight Returns Franka Millera, niemniej jednak jest to jeden z milowych kamieni pozwalających komiksom rozwinąć skrzydła, wkraczać na nieznane wcześniej terytoria i, przede wszystkim, sprawiać, iż zyskiwały one coraz większą renomę i poważanie. Jest on wyjątkowy zarówno ze względu na sposób narracji i fabułę, lecz również dzięki stronie wizualnej.

Porównując Drastyczne przypadki z dziełami późniejszymi twórców, jak np. Signal to Noise nie da się nie zauważyć, jak bardzo ich umiejętności wzrosły na przestrzeni lat. Szczególnie zaś tyczy się to McKeana, który z komiksu na komiks zwiększał ilość używanej techniki kolażu i sprawiał, że przedstawiane przez niego opowieści coraz bardziej się odrealniały.

Omawiany tytuł przedstawia wspomnienia z dzieciństwa młodego człowieka. Cały komiks, prócz ostatniej sekwencji jest wypełniony jego narracją, uzupełniany słowami innych postaci, lecz również pochodzących z jego pamięci, wszystko widzimy tak, jak zapisało się w jego umyśle. A, że historia, którą snuje wydarzyła się jak miał 4 lata, to obrazy i słowa są często zamazane, postaci zmieniają swą aparycję, a słowa nie są tak zdecydowane jak w momencie pierwszego z nimi kontaktu. Zarówno prezentacja fabularna, jak i ilustracje wspomagają zamglony nastrój dawnych wspomnień. Przytłumiona szaro-błękitna paleta barw, strzępki obrazów i skojarzeń, jak też niepewność, co do użytych słów, pewna umowność scen oraz bazujący często na skojarzeniach tok narracji doskonale się uzupełniają, tworząc nostalgiczną atmosferę czasów minionych.

Owe czasy, to czasy gangstera Ala Capone. Tak naprawdę niezbyt piękny okres w historii USA, jednak wspomnienia mają to do siebie, a szczególnie wspomnienia z dzieciństwa, iż zawsze lepiej przedstawiają przeszłość. I mimo wszelkich ponurych wydarzeń, mimo ciemnych i zamazanych obrazów, i tak przeszłość wygląda przyjemnie i tkwi w głowie budząc sentyment.

Personalnie, za najmocniej do mnie przemawiającą scenę uważam moment rosnącego światła gwiazdy w umyśle narratora. To właśnie jest to, co przywołany na tylnej okładce Alan Moore określa magią codziennych wspomnień. W połączeniu z zamykającą sekwencją, doskonale scalającą pierwsze sceny z ostatnimi, Drastyczne przypadki posiadają jedne z lepszych finałów w historii komiksu.

Niezaprzeczalnym faktem jest jednak ten, iż na dzisiejsze czasy, dzieło Gaimana i McKeana nie budzi takich emocji jak kiedyś. Tak naprawdę, czytelnika, który wchłonął już historie pisane później, inne komiksy Gaimana, ale też wspominanego Alana Moore'a czy Granta Morrisona, Drastyczne przypadki niczym nie zaskoczą. Nie wzbudzą szoku, ani wielkiego zachwytu. Wciąż jednak pozostają klasyką, wypełnioną emocjami opowieścią, którą warto czytać.

Marvel 12.1963 - Strange Tales #103, Fantastic Four #9, Journey Into Mystery #87, Tales to Astonish #38

Strange Tales #103 – grudzień 1962

Więzień 5-ego wymiaru!
Schwytany w innym świecie!
Koniec Zemu!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Oto Johnny Storm powraca spragniony następnych solowych przygód. Tym razem w okolicy jego miejsca zamieszkania pojawia się genialny architekt, który niestety nie może wypełnić kolejnego kontraktu, otóż nic co wybuduje w niedalekiej, bagiennej okolicy nie utrzymuje się, pod osłoną nocy wszystko tonie w ziemi, a miejscowi mówią, że to robota bagiennych demonów.

Niestety nikt nie wie jak sprawdzić co dzieje się z budynkiem w nocy, ale na szczęście pojawia się Ludzka Pochodnia i, po konsultacji z Mr. Fantasticiem, wpada na genialny pomysł, na który nikt inny nie wpadł. Zostanie na noc przy budynku i zobaczy co się stanie! I faktycznie przybywają ludzie, którzy są sprawcami całego zamieszania. Torch postanawia wyśledzić skąd przybywają, ale niestety zostaje pojmany. Jak się okazuje sprawcy pochodzą z innego wymiaru, który rządzony jest przez despotycznego Zemu. Na szczęście dla Storma jest tam także ruch oporu, który postanawia odbić naszego bohatera, dalej już wiadomo jak potoczy się akcja.

Poza niezbyt przemyślanym motywem znalezienia sprawców tonących domów, reszta przedstawia się jako, po prostu, zwykła, superbohaterska historia Marvela z początku lat 60. Jeszcze tylko wywołanie masowej rewolty jest ekstremalnie uproszczone, ale to już można wybaczyć ze względu na krótki charakter całości.

Jest co prawda średnio, ale nie ma się zbytnio do czego przyczepić. Najzwyczajniej w świecie, klasyczna opowieść tego okresu z Ludzką Pochodnią w roli głównej.

I w ten sposób Johnny zakończył rok 1962. Jakie niespodzianki przyniesie mu rok kolejny? Oby większe niż mijający.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16692
Fantastic Four #9 – grudzień 1962

Koniec Fantastycznej Czwórki!
Sub-Mariner wydaje rozkazy!
Furia Mr Fantastica
Płomień bitwy
Zemsta jest nasza!

Scenariusz: Stan Lee
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Stało się! Po zbudowaniu wspaniałej bazy, wydaniu setek (tysięcy?) dolarów na sprzęt, nie zarabiając nic na walce z przestępczością F4 w końcu zbankrutowała. Pomysł jest genialny w swojej prostocie, oto wściekli ludzie domagają się czynszu i innych opłat, tymczasem wszystkie pieniądze jakie F4 miała przepadły na giełdzie, bohaterowie są więc zmuszeni sprzedawać wszystkie swoje wynalazki i sprzęty. Nie było chyba jeszcze do tej pory bohaterów, w których uderzyłby tak podstawowy problem jak opłacenie czynszu. Oczywiście, już wkrótce w Marvelu na stałe zagości najbardziej ludzki heros: Spider-Man. Ale do tej pory F4 jest najbliżej zwykłego zjadacza chleba. Co twórcy nie omieszkają wyrazić poprzez Reeda, który marzy by być bohaterem komiksowym i nie przejmować się problemami finansowymi.

Ben natomiast znów staje na opak wszystkim i postanawia pójść własną drogą, rozwalając przy tym taksówkę, ale nie oszukujmy się, taksówkarzowi się należało. Spotyka się z Alice, przybraną, niewidomą, córką Władcy Marionetek, obecnie przyjaciółką Grima, która uświadamia Thingowi, że pod jego warstwą hardości kryje się dobroć białego rycerza. Grim przyjmuje jej słowa rychło w czas, gdyż do F4 uśmiecha się szczęście, otóż dostaną 1 mln dolarów za występ w filmie. Jako, że F4 nie unikają sławy bez namysłu, wraz z odmienionym Thingiem, wyruszają do Hollywood autostopem.

Tam czeka na nich nie lada niespodzianka. Otóż producentem filmowym, u którego kręcić będą debiutancką produkcję jest sam Namor. Tak naprawdę nie ma on jednak zamiaru pozwolić F4 na wielkie sukcesy kinematograficzne. Reed szybko trafia na bezludną wyspę, gdzie ma być zabity przez gigantycznego cyklopa, Johnny zostaje więźniem na wyspie, której brutalni mieszkańcy są odporni na ogień, a Thing zetrze się w mocarnym pojedynku jeden na jeden z Namorem, przy dającej księciu Atlantydy energię wodzie. Sue, jak zwykle, będzie więźniem. Motywacją Sub-Marinera jest tym razem miłość do Niewidzialnej Dziewczyny.

Trochę zaskakuje pojawienie się Namora, jako bogatego producenta filmowego, lecz ostatecznie jest to chyba możliwe. Wzbudzana przez niego aura dostojności i pewności siebie, która tak działa na Sue na pewno pomogła mu w natychmiastowej zmianie zawodu. Największymi dziurami fabuły są jednak powroty bohaterów z wysp. Skoro Richards mógł tak łatwo, choć nie wyjaśnione jak, wrócić do nas to po co w ogóle wdawał się w bitwę z cyklopem. Marna ta pułapka księcia Atlantydy. Reed oczywiście był atakowany przez jednookiego giganta, więc jeszcze można zrozumieć najpierw załatwienie sprawy nieprzyjaznego cyklopa, który mieszkając setki lat na tej zakazanej wyspie doskonale nauczył się władać współczesnym angielskim.

Gorzej jest z Johnny’m, nie dość, że pierwsze zarobione pieniądze wydaje na sportowy samochód, nie przejmując się innymi, zdawać by się mogło, ważniejszymi problemami (że też nikt nie zwrócił mu uwagi), to na dodatek po zakończonej walce również nie wiadomo jak opuszcza swą wyspę. Można się domyślać, że odlatuje z niej, lecz wcześniejsze próby odlotu kończyły się wyczerpaniem płomienia i pochwyceniem przez plemię. Swoją drogą długość działania płomienia Ludzkiej Pochodni w ogóle nie jest stała.

Najlepiej wypada pojedynek Bena z Namorem, jest to niewątpliwa atrakcja nr 1 nru. Thing przedstawiony jest tutaj nie tylko jako równy dla wciąż wzmacnianego Namora przeciwnik, lecz wręcz jako osoba silniejsza, jak więc Sub-Mariner spuszcza mu lanie? Trzeba przeczytać by wiedzieć.
Ogólnie więc jest to nr pomysłowy i szybki, przyjemnie się go czyta, choć starcia z cyklopami i plemionami nie są tak intrygujące jak walki z pełnowartościowymi superprzestępcami. Całość więc nie zachwyca, lecz jest przyzwoitą kontynuacją serii.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16651
Journey Into Mystery #87 – grudzień 1962

Więzień czerwonych!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

I stało się. Rosjanie zmierzą się z Thorem. Przegrane z Hulkiem, Ludzką Pochodnią i Człowiekiem-Mrówką nie są dla nich wystarczające, muszą jeszcze dostać po głowach młotem boga gromów. Całość zastaje nas w miejscu, w którym dowiadujemy się, że czołowi naukowcy amerykańscy znikają, pozostawiając po sobie jedynie notkę, że wolą pracować na rzecz komunistów. Nikt nie wie jak temu zaradzić. Z pomocą przybywa więc dr Blake.

W siedzibie armii Stanów Zjednoczonych on wraz pułkownikiem Edwardem Harrisonem obmyślają genialny plan, który jako żywo przypomina podstęp z koniem trojańskim rycerzy króla Artura w poszukiwaniach Świętego Graala przez Monty Pythona. Otóż Don Blake będzie służył za przynętę (koń trojański), podstawia się aby komuniści przyszli po niego, gdy wraz z armią rozpuszczają wieść, że stworzył nowego wirusa do walki. Więc zostaje on sam w domu, nie pilnowany ani nie obserwowany przez współpracującą z nim armię, i wspólnie pozwalają porwać Blake’a i wywieźć w głąb Rosji. Cudowny plan. Armia wie tyle, ile wiedziała przed wprowadzeniem go w życie, a kolejny naukowiec znajduje się w rękach Rosjan. Ciekawe czy armia potajemnie nie współpracuje z komunistami? Podczas gdy, jak można przypuszczać, w USA opracowuje się kolejne porażające geniuszem plany wykrycia tajemniczych zniknięć naukowców, Blake ma szansę popisać się jako Thor. Rosjanie na szczęście są niewiele mądrzejsi od Amerykanów, ale i tak przewyższają ich inteligencją. Nie dość, że bez problemu szmuglują poszukiwanych naukowców przez granice, bez problemu ich porywając to posiadają łańcuchy zdolne powstrzymać Thora, nawet kamienni ludzie z Saturna przecież nie mieli takich materiałów.

Popełniają jednak kilka błędów, jak zostawianie więźniów bez strażników i pozwalają Thorowi na działanie. Oprócz starcia nordyckiego boga z rosyjskimi komunistami, mamy tutaj dwie sceny, w których Jenny ponownie wzdycha do superbohatera (szybko jej przeszło uczucie do Blake’a) oraz jedną scenę, w której pokazani są niektórzy Rosjanie w pozytywnym świetle. Na plus jeszcze zdołała się załapać scena wywołanej przez Thora wielkiej burzy.

Cała reszta to infantylny, naciągany, nielogiczny, głupi wręcz minus. Szkoda, że rok 1962 Thor kończy najgorszą historią ze swoim udziałem. Daje to nadzieję, że może być już, chyba, tylko lepiej. Oby nie podzielił losu Hulka, którego poziom z determinacją utrzymywany jest na bardzo niskim pułapie.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16681
Tales To Astonish #38 – grudzień 1962

Zdradzony przez mrówki!!

Fabuła: Stan Lee
Scenariusz: Larry Lieber
Rysunki: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers

Ten nr jest pozycją, którą koniecznie nabyć powinni wszyscy zainteresowani tematyką mrówek. Właśnie w tym nrze pojawia się wynajęty przez mafię genialny, lecz amoralny naukowiec o pseudonimie Jajogłowy (widać na okładce skąd pseudonim), który zwraca mrówki przeciw Ant-Manowi nawołując do ich chciwości i próżności. Na szczęście Henry Pym wie, że mrówki mają wyczucie przyjaźni i partnerstwa w walce z przestępczością. Czy mu to pomoże, gdy Jajogłowy przygotował już lep na muchy?

Kuriozalne pomysły i absurdalne sceny już nie są czymś co zamierzam uznawać za wadę czy zaletę tej serii, one po prostu są nieodłączną częścią przygód Pyma. Już chyba nie można sobie wyobrazić opowieści z nim bez dawki tych, jakże zaskakujących swym wcieleniem w życie idei. Twórcy chyba z premedytacją wrzucali tu coraz bardziej groteskowe pomysły, zresztą już punkt wyjścia: superbohater wielkości mrówki, otaczającymi się tymi stworzeniami jest co najmniej intrygujący. Tym bardziej, że w tym nrze widzimy: specjalny płyn antylepowy, sprężyny w butach bohatera oraz lasso, dzięki któremu nasz malutki heros wywija wyrośniętymi gangsterami w powietrzu. Ma przecież nadal siłę człowieka normalnej wielkości, choć nie wyglądał wcześniej na takiego, który może machać ludźmi bez zadyszki. Może więc jego siły wzrosły w miniaturowej formie?

Jest więc kiczowato i groteskowo, ale do tego seria zdążyła już przyzwyczaić. Chyba tylko dlatego warto (?) po nią sięgnąć.

Streszczenie mojego autorstwa: http://marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCom&cusa=16695

Gangland #1-4, miniseria, Vertigo

Gangland #1-4

Vertigo, 1998


Gangland jest składającą się z czterech numerów, miniserią, w ramach której zaprezentowano krótkie formy komiksowe, łączone motywem przewodnim, jakim jest zbrodnia i przestępstwa. W każdym zeszycie pojawiają 3-4 historie, w większości, uznanych twórców komiksów. Wszystkie numery poprzedzone są również krótką informacją nt. autorów, skupiającą się na ich kontaktach ze światem przestępczym. Możemy się m.in. dowiedzieć, kiedy Azzarello skradziono pierwszy samochód i za co w więzieniu siedział ojciec Doselle’a Younga.

Recenzja nru 1. tutaj.
Recenzja nru 2. tutaj.
Recenzja nru 3. tutaj.
Recenzja nru 4. tutaj.

piątek, 6 maja 2011

Accelerate #1-4 (miniseria) - Vertigo, 2000

Accelerate
Przyspieszenie
Tytuły poszczególnych nrów:
1. brak
2. I Love Living in the City (Kocham mieszkać w mieście)
3. Message from the Underground (Wiadomość z podziemia)
4. Year One (Rok pierwszy)

Miniseria: 4 nry.
Scenariusz: Richard Kadrey
Ilustracje: Pander Bros.
Liternictwo: John Workman
Kolory: Sherilyn Van Valkenburgh
Spearacje: Jamison

Vertigo, 2000


Cyberpunk niezmiennie jest popularnym nurtem, w ramach którego coraz trudniej jednak stworzyć historie zaskakujące pomysłami i nowatorskimi rozwiązaniami. Najczęstszymi składnikami mieszaniny określanej tym terminem są stechnicyzowana, komputerowa przyszłość, elementy antyutopijne, rywalizacja między zepchniętymi poza ramy „uprzywilejowanego” społeczeństwa grup ludzi odstępujących od ogólnie (i często odgórnie) przyjętej normy z jednostkami, które tę normę spełniają, narkotyk lub inny specyfik, będący z różnorakich przyczyn bardzo cenny oraz nieprzebierające w środkach wpływowe osoby, zagrażające bohaterom. Dodać do tego nawiązania do japońskiej stylistyki i nazewnictwa oraz niskobudżetowego kina spod znaku Rogera Cormana, a uzyskamy niemal pełny obraz tego, czym jest Accelerate.

Całość recenzji tutaj.